Hunter na zakończenie trasy „XXXX-lecie” – finał z przytupem w Progresji

To był wieczór, który zostanie zapamiętany na długo. 5 kwietnia 2025 roku w warszawskiej Progresji zespół Hunter z rozmachem zakończył swoją jubileuszową trasę „XXXX-lecie”. Emocje, goście specjalni, wspomnienia i potężna dawka metalowej energii – wszystko złożyło się na koncert, który zasługuje na miano legendarnego.

M2SCHRON – otwarcie z pazurem

Wieczór otworzył łódzki zespół M2SCHRON, który zaserwował publiczności wybuchową mieszankę punkowego buntu, rockowej zadziorności i rapowej werwy. Ich muzyka uderzała prosto między oczy, a szczere i bezkompromisowe teksty idealnie rezonowały z duchem Hunterowej publiczności. To było mocne, świadome otwarcie – bez zbędnych ceregieli, prosto z trzewi.

LARK – melodyjnie i emocjonalnie

Po M2SCHRON przyszedł czas na LARK – zespół, który postawił na bardziej melodyjne brzmienia i emocjonalną narrację. Ich występ był kontrapunktem wobec surowości pierwszego supportu, ale równie trafnie wpisał się w klimat wieczoru. Zespół umiejętnie budował atmosferę, łącząc alternatywne brzmienia z rockowym sznytem i introspektywnymi tekstami.

Hunter – 40 lat na scenie, energia jak zawsze

Kiedy na scenie pojawił się Hunter, sala eksplodowała. Już od pierwszych dźwięków wiadomo było, że będzie to koncert wyjątkowy. Legenda polskiego metalu zaprezentowała przekrojowy set – od utworów z początków kariery, po najnowsze kompozycje. Było ciężko, było głośno, było wzruszająco.

Publiczność śpiewała każdy wers, zespół emanował niesłabnącą energią, a techniczna precyzja przeplatała się z dziką sceniczną pasją.

Goście specjalni – mocny akcent wieczoru

Na scenie pojawił się Krzysztof Sokołowski z zespołu Nocny Kochanek, który wspólnie z Hunterem wykonał jeden z numerów, wywołując prawdziwy entuzjazm tłumu. Charyzmatyczny wokal Sokoła idealnie wpasował się w brzmienie Huntera, a ten moment był jednym z highlightów koncertu.

Kolejnym wyjątkowym elementem był występ chóru Kantata, który dodał kilku utworom monumentalnego, niemal sakralnego charakteru. Połączenie chóralnych harmonii z ciężkim riffem – ciarki gwarantowane.

Finał z rozmachem

To nie był zwykły koncert. To było święto – Hunter zagrał jak za najlepszych lat, pokazując, że „XXXX-lecie” to nie tylko liczba, ale symbol ciągłości, pasji i siły wspólnoty. Progresja pękała w szwach, a energia między zespołem a fanami unosiła się w powietrzu do ostatniego bisu.

Dziękujemy, Hunter. Do zobaczenia na kolejnych trasach – bo po takim finale, nikt nie ma wątpliwości, że historia jeszcze się nie kończy.

Napisz komentarz