„Czujemy, że właśnie teraz jest ten moment, umocniony gościnnym udziałem ex wokalisty Iron Maiden, który przyjął nasze zaproszenie do zaśpiewania na naszej płycie” – LARK

Jak to jest nagrać piosenkę z byłym wokalistą Iron Maiden? Jak radzić sobie z trudem tras koncertowych i jakie emocje chcą przekazać swoim słuchaczom muzycy zespołu Lark? W naszym wywiadzie poznacie kulisy ich muzycznej przygody, inspiracje oraz marzenia, które już udało się spełnić. Zanurzcie się w opowieści o pasji, przyjaźni i prawdziwej miłości do rocka!

Jak zaczęła się Wasza przygoda z muzyką?

Pochodzimy z jednego miasta, widywaliśmy się na koncertach, na wydarzeniach, meczach żużlowych, w sklepie muzycznym. Każdy z nas był w swoim życiu zaangażowany w wiele projektów muzycznych, ale nasza wspólna przygoda z muzyką zaczęła się w czasie pandemii; ja właśnie kupowałem „elektrolity” w Bieszczadach, gdy zadzwonił do mnie Marcin Gądek (wokalista zespołu). Był wtedy świeżo po rozmowie z Leszkiem Łuszczem (producentem piosenek Lark) i razem pomyśleli, że mógłbym gitarowo pasować do muzyki jaką zespół (wtedy jeszcze bez nazwy) chce wykonywać. Pomyślałem, że to będzie super przygoda, inspiracje i wstępne demówki bardzo trafiały w mój gust, Marcin dał się poznać jako świetny, rzeczowy rozmówca. I od tej pory sprawy nabrały tempa.

Co było największym wyzwaniem na Waszej drodze artystycznej?

Pierwsza trasa koncertowa po Europie razem z zespołami Exumer, Hirax, Celebral Invasion. Taki wyjazd z domu na wiele dni, to nie lada wyzwanie. Ogromny wysiłek fizyczny, organizacyjny, codziennie spanie i jedzenie w innym miejscu, noszenie sprzętu, stres czy nie zapomniało się spakować małego kabelka, bez którego nie da się wystąpić na scenie (tak… są takie kabelki). Umiejętność schowania swojego ego w odpowiednim momencie, niekiedy może uratować istnienie zespołu. Zdaliśmy ten test na 5+, nauczyliśmy się mnóstwo o sobie samych, o sobie nawzajem i umocniliśmy jako team. I nabraliśmy jeszcze większego podziwu dla artystów jeżdżących trasy koncertowe po całym świecie. To jest naprawdę ogromne poświęcenie i wysiłek.

Skąd czerpiecie inspiracje do tworzenia nowych utworów?

Oczywiście z naszych ulubionych zespołów – Iron Maiden, Black Sabbath, Tool, Dream Theater, QOTSA, ale ostatnio wpuszczamy coraz więcej inspiracji – Dead Can Dance, The Cult. Tekstowo – są to piosenki o życiu, śpiewane przez faceta (Marcina), który ma ogromne doświadczenie i niejedno przeżył. Warto wsłuchać się w te teksty!

Jak wygląda proces powstawania Waszej muzyki – od pomysłu do finalnej wersji?

Najczęściej Marcin przynosi jakiś fragment tekstu i melodii i staramy się to obudować riffami i dobrym beatem. Ogromne znaczenie ma praca naszego producenta Leszka Łuszcza, który dołącza do nas gdzieś po środku pracy twórczej i weryfikuje nasze pomysły, dba by podać piosenki, w pudełku skrojonym na miarę naszych czasów. Wielkie ukłony za ten wkład dla Leszka!

Czy macie jakieś rytuały przed koncertami?

Marcin rozgrzewa głos dmuchając w specjalną rurkę, ja rozgrzewam się przed machaniem włosami i raczej jestem wyciszony. Mariusz rozgrzewa ręce i razem ze mną eksploruje lokalną kuchnię, Daniel robi pompki. No i zespołowy okrzyk bezpośrednio przed wejściem na scenę: „Roz*ebać te budę!”.

Który moment w Waszej karierze uważacie za przełomowy?

Czujemy, że właśnie teraz jest ten moment, umocniony gościnnym udziałem ex wokalisty Iron Maiden, który przyjął nasze zaproszenie do zaśpiewania na naszej płycie. To dodało mega wiary w to co robimy i pozwoliło spełnić najskrytsze marzenia, dla co najmniej połowy zespołu. „Stary, nagrałem piosenkę z Blazem z Maidenów”, nigdy bym nie uwierzył, że wypowiem takie słowa. Warto mieć marzenia!!!

Jakie emocje chcecie przekazać swoim słuchaczom?

Zależy mi, żeby ludzie sluchając utworów Lark, mogli na chwilę przenieść się do innego świata i zapomnieć o codziennym. Tak jak z oglądaniem dobrego filmu.

Co najbardziej motywuje Was do dalszego tworzenia?

Absolutnie i bezsprzecznie miłość do muzyki rockowej. W tym momencie także przyjaźń i poczucie przynależności do rodziny jaką niewątpliwie jest LARK.

Jakie są Wasze plany na najbliższą przyszłość?

„Roz*ebać wszystkie budy tego świata”. A tak na serio – poszerzać grono odbiorców naszej muzyki i rozwijać się tak, by móc kiedyś zagrać na Wembley.

Która piosenka ma dla Was największe znaczenie i dlaczego?

Do niedawna powiedziałbym, że Mesmerize Me, bo otwiera pierwszą płytę i sprawia, że słuchacze zostają na dłużej, przyciąga uwagę, to chyba tez była jedna z pierwszych demówek jakie dostarczyłem zdalnie dla zespołu i chłopaki ocenili, że będę dobrze pasował do układanki. A teraz powiedziałbym, że nasz najnowszy singiel z Blazem Bayleyem „Silently”. Premiera lada dzień, zapraszam do śledzenia nas w sieci i w dobrych klubach muzycznych.

Napisz komentarz