[WYWIAD] „Dla mnie muzyka, to przestrzeń bez barier…” – Krzysztof Kiliański dla Muzykoholików

Krzysztof Kiliański, to klasa sama w sobie. Świetna barwa głosu, ogromny talent i charyzma. Niedawno na rynku ukazał się najnowszy singiel – „Więcej”, który na listach przebojów radzi sobie całkiem dobrze.

Zapraszam do zapoznania się z zapisem mojej rozmowy z Panem Krzysztofem. Dowiecie się jak Jego kariera zaczynała rozkwitać, jak powstawał najnowszy album i czego od życia chce WIĘCEJ!


Karolina Filarczyk

Krzysztof Kiliański

Muzyka to Pana pasja, sposób na życie, znak rozpoznawczy. Czy będąc dzieckiem, mały Krzysio miał choć mgliste pojęcie, gdzie ta muzyka go zaprowadzi?

Z pewnością nie 😉

Kiedy na poważnie śpiewanie stało się Pana sposobem na życie? 

To było we wrześniu 1990. Wtedy moja pasja stała się również moją profesją. Zacząłem pracę na zawodowej scenie.

Na co dzień daleko Panu do disco, czy skocznego popu – jazz, to klimaty, z którego jest Pan najbardziej znany. W młodości zajmował się Pan również poezja śpiewaną. A tak prywatnie… który gatunek muzyczny jest najbliższy Pana sercu i dlaczego?

Nie potrafię wyróżnić tego jednego gatunku. Nie szufladkuję muzyki, której słucham, którą tworzę, czy współtworzę. Dla mnie muzyka, to przestrzeń bez barier. To twórcy, artyści, a tych, którzy mnie inspirują jest całe mnóstwo…

Występuje Pan zarówno w Polsce, jak i poza jej granicami. Jest takie miejsce, które Panu zapadło najbardziej w pamięć?

Zdecydowanie tak, to amfiteatr na południu Tajwanu, gdzie śpiewałem przez 6 miesięcy.
To była permanentna sauna 😉 Co prawda temperatura tylko 27-30 stopni, ale wilgotność powietrza – „na maxa” ;). Na początku było ciężko, ale potem można się było przystosować do tych warunków.

Z perspektywy lat na scenie, gdzie czuje się Pan najlepiej? Gdzie Pana muzyka odbierana jest w najbardziej szczery sposób? 

Zawsze tam, gdzie czuję fluidy płynące ze sceny do publiczności i te, które odbieram od Niej w trakcie koncertu na żywo. Ta swego rodzaju interakcja bardzo mnie „nakręca”.



„Prócz Ciebie Nic”… szlagier, który przyniósł Panu wiele nagród, m.in. Fryderyka dla najlepszego wokalisty. Z tą piosenką także jest Pan najbardziej kojarzony. Czy ktoś zapytany o piosenkę Krzysztofa Kiljańskiego, poda inny tytuł? Jak Pan odbiera ten utwór z perspektywy czasu – wielka szansa, czy wielkie rozczarowanie? 

Na szczęście są też inne piosenki, z którymi ludzie mnie kojarzą 😉
Przyznaję jednak, że „Prócz Ciebie Nic” rzeczywiście jest tą najbardziej rozpoznawalną. To piękny utwór. Cała sekwencja zdarzeń związana z nagraniem i wydaniem debiutanckiej płyty, współpraca z Kayah są dla mnie absolutnie istotne. Dzięki Kasi debiutowałem fonograficznie i był to bardzo dobry debiut.

Na płytach pojawiają się kompozycje własne, ale także śpiewane są teksty innych. O czym lubi Pan pisać – śpiewać, a których tematów raczej Pan unika i dlaczego?

Po chwili zastanowienia muszę przyznać, że nie śpiewałem dotychczas o polityce, politykach. Chyba w tym względzie nie odmieni mi się w przyszłości. Jest dużo wdzięczniejszych wątków.

Śpiewa i tworzy Pan w języku polskim, jak i po angielsku. Który sposób wyrażania myśli jest dla Pana bliższy?

Oczywiście w języku polskim. Angielski z kolei jest bardzo plastycznym językiem, jeśli chodzi o muzykę. W końcu język Szekspira jest językiem Rock’n’Roll’a 😉

Sezon koncertowy w pełni. Oprócz wielkich koncertów w znakomitych salach nie gardzi Pan bezpośrednim kontaktem z publicznością poprzez koncerty plenerowe. Co dają Panu takie właśnie występy? 

Myślę, że w przypadku koncertów bardziej kameralnych w sali, czy w plenerze jest lepszy kontakt z publicznością. Czasem bywa, że odległość między artystą a pierwszym rzędem, to 1,5 metra 😉



W ubiegłym roku ukazała się Pana najnowsza płyta „Więcej”. Czego WIĘCEJ Pan chce, Panie Krzysztofie? 

Oczywiście więcej wolności, miłości i pieniędzy 😉
A tak poważnie, to często by osiągnąć coś więcej, potrzeba czegoś… mniej. I tu zostawiam małe niedopowiedzenie i pole do swobodnej interpretacji. Proszę wsłuchać się w przesłanie utworu promującego album o tym samym tytule.

Kto był autorem tekstów piosenek zawartych w albumie? Czego słuchacze mogą się spodziewać po tym krążku? Jest to typowy Krzysztof Kiljański – romantyczny, melancholijny, czy może tym razem zaskoczy czymś Pan swoich fanów?

Teksty są autorstwa kilku osób. Ja też coś „skrobnąłem”. Jednak większość to teksty Ewy Andrzejewskiej, z którą znam się i współpracuję od wielu lat. Zastanawiam się, czy typowy Kiljański to romantyczny i melancholijny 🙂 Chyba nie do końca, choć w takiej odsłonie też pobrzmiewa na nowej płycie. Album ma wiele odcieni. Nie brakuje rhythm’n’blues’a, folku, czy też po prostu popu. Płyta ma też kilka akcentów międzynarodowych. Na bębnach zagrał Kanadyjczyk Chris Aiken. Piosenki „Więcej” i „Did I Ever Mention” współtworzyli prawdziwi giganci: Jud Friedman i Allan Rich, współpracujący z takimi tuzami jak: Chaka Khan, Whitney Houston, Rod Stewart. W utworze „Nie mamy Nic” słychać bardzo charakterystyczną partię gitary, która została nagrana w… Nashville. Bardzo istotną postacią w przypadku tego albumu jest Marcin Kindla, producent, muzyk, wokalista i aranżer.

 „List do Piotra”… świętego Piotra?

To ten słynny Piotr, który dla wielu szeroko otwiera bramy raju, innych odprawia z kwitkiem, a niektórych kieruje do „poczekalni” 😉

„W drodze” i „Więcej”, to utwory promujące Pana najnowsze wydawnictwo. Będzie trzeci, czy fani mogą się spodziewać nowej płyty długogrającej?

Nie wykluczam trzeciego singla, a następna płyta długogrająca będzie z pewnością. Musi tylko dojrzeć, a to wymaga trochę czasu.

W połowie września miało miejsce wielkie wydarzenie. Wziął Pan udział w koncercie „Gintrowski – a jednak coś po nas pozostanie”. Jak Pan trafił do tego projektu? Czy twórczość Przemysława Gintrowskiego jest Panu szczególnie bliska?

Bardzo się cieszę, że mogłem wziąć udział w tym koncercie. Gintrowski to dla mnie ważna postać. Podobnie jak Jacek Kaczmarski. Pierwsza połowa lat 80’ , to czas kiedy chwyciłem za gitarę, zacząłem grać, śpiewać i tworzyć. Pamiętam, że w „kaseciakach” bardzo często pobrzmiewały utwory obydwu panów. Były dla naszego pokolenia ważne i inspirujące.

Portal Muzykoholicy, to miejsce, gdzie staramy się poświęcać najwięcej uwagi młodym (stażem), gniewnym i do tego zdolnym. Pan swoje tzw. pierwsze kroki w branży ma dawno za sobą. Czy jest jakaś rada, złota myśl, którą chciałby Pan się podzielić z młodzieżą, która podobnie jak Pan, chciałaby związać swoje życie wyłącznie z muzyką?

Nie jest to droga usłana różami.
Warto jednak nie zrażać się niepowodzeniami. Tworzyć, rozwijać się jak to tylko możliwe. Trzeba korzystać z każdej możliwości, gdzie można zaprezentować się jako twórca, muzyk, wokalista. Mam tu na myśli konkursy, przeglądy, festiwale etc. Wszelkiego rodzaju koncerty, gdzie można się zweryfikować na żywo. A nuż trafimy na podatny grunt, lub kogoś kto nam poda tę słynną „pomocną dłoń”. Jeśli jesteśmy przekonani o własnej wartości, to polecam przede wszystkim: NIE ODPUSZCZAĆ SOBIE !


Foto P.Tarasewicz

Zobacz także:

Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *