„(…)życzyłabym sobie, aby słuchacze w moich dźwiękach odnajdowali przede wszystkim mnie” – Olga Polikowska w rozmowie z naczelną Muzykoholików

Olga Polikowska dwie chwile temu wydała swój pierwszy album. „Pełnia”, to zbiór piosenek, które w doskonały sposób wyrażają młodą artystkę.

Zapraszamy do lektury wywiadu, a dowiecie się jak powstała płyta, z jakiś źródeł Olga czerpie największe inspiracje do tworzenia, a także jak wygląda jej droga do wytwórni FONOBO.

Karolina Filarczyk

Olga Polikowska

5 marca osiągnęłaś swoją „Pełnię” jako artystka?

Na ten moment na pewno. Czuję spełnienie nie tylko jako artystka, ale też człowiek. Przez ostatni rok poukładałam sobie w głowie wiele spraw, osiągając spokój, harmonię i porozumienie mentalno-duchowe. Płyta jest efektem tego kompletnego połączenia z samą sobą.

Opisz nam swoje początki. Kiedy Olga postanowiła, że z mikrofonem w ręku będzie zdobywać świat?

Jak większość dziewczynek od najmłodszych lat paradowałam przed rodziną z zabawkowym zielono-różowym mikrofonem, który dostałam pod choinkę. Występowałam, stając na krześle i śpiewając zmyślone słowa. Bez okazji i przy okazji. W zasadzie śpiewałam non stop. Biedni moi rodzice :). Śpiewanie było dla mnie tak naturalną umiejętnością, że przez długi czas nie postrzegałam tego jako coś wyjątkowego. Dopiero po studiach spotkałam na swojej drodze osoby, które zwróciły moją uwagę w odpowiednią stronę. Miałam coś, cały czas na wyciągniecie ręki i nie dostrzegałam tego. Kiedy zanurzyłam się całkowicie w muzykę, weszłam mocniej w środowisko, wtedy zaczęłam się lepiej widzieć. Reszta spraw w zasadzie potoczyła się sama.

Ekstremum porozumienia z samą sobą – tak określasz swój nowy krążek. Jak długo przygotowywałaś się do wydania płyty?

Gdyby spojrzeć na oś czasu, to wychodzi na to, że jakieś półtora roku, ale zdecydowanie najbardziej intensywną pracę wykonałam przez ostatnie sześć miesięcy. Lockdown sprawił, że nie tylko świat spowolnił, ale również ja. Mocno się wychillowałam, dlatego też, pomimo początkowych założeń, by zrobić klubową, bardziej taneczną płytę, postawiłam na płynące rytmy.

Krążek wyszedł sumptem FONOBO Label. Jak trafiłaś to tej wytwórni?

Moja przygoda z FONOBO Label zaczęła się wraz z singlem „Ulatuje”, jeszcze wtedy w zupełnie innej formie. Rozesłałam mini demo do kilku wytwórni i dzięki Ani Wysockiej, która się mną zainteresowała, podpisałam się z tą wytwórnią.

Które z artystek stanowią wypadkową twoich dźwięków?

Nie wiem, czy mogę znaleźć dla siebie jakieś konkretne porównanie. Jest wiele inspiracji, ale życzyłabym sobie, aby słuchacze w moich dźwiękach odnajdowali przede wszystkim mnie.

Preorder płyty ruszył 28 stycznia – to nie był przypadek. Wyjaśnij naszym czytelnikom, co było takiego wyjątkowego w tej dacie.

Faktycznie nie był to przypadek. Cały proces promocyjny płyty był dopasowany do faz księżyca. Chciałam, aby te dwa nieprzypadkowe tematy się ze sobą zazębiały. 28 stycznia miała miejsce pierwsza pełnia w tym roku, dlatego też właśnie wtedy ruszyła przedsprzedaż.

Które z piosenek na płycie są twoimi ulubionymi?

Matka kocha wszystkie swoje dzieci. Dlatego też nie jestem w stanie wybrać ulubieńca. Każdy utwór to jakaś historia, ważny moment z życia, ładunek emocjonalny, ekscytujące spotkanie. W zasadzie to powinno pójść w drugą stronę i ja powinnam zadać to pytanie słuchaczom. Który numer jest faworytem?

Od premiery minęło już trochę czasu. Jakie głosy docierają do ciebie z „pola walki”?

Na razie nie ma głosów rozpaczy, więc chyba jest dobrze. Dostałam ultrapozytywny feedback, przybyło sporo nowych fanów. Jestem bardzo zadowolona i wdzięczna za wszystkie miłe słowa i wiadomości, które do mnie docierają. To budujące i ważne.

Przyszło nam żyć w dziwnych czasach. Z nas wszystkich, to artyści mają największe problemy z normalnym funkcjonowaniem w sferze zawodowej. Jakie masz plany na promocję swojej płyty?

Ciężko tu mówić o jakichś nadzwyczajnych planach… niestety. Myślałam, że w tym roku powoli wrócimy do koncertowania i będę miała okazję wybronić materiał na żywo. Jest — jak jest, przede mną jedna, wielka niewiadoma. Zostaje rozpychanie się łokciami w sieci. Wśród zalewu treści, bodźców, nowej muzyki, której przybywa z każdym dniem, nie jest to łatwe. Nie jestem mistrzem internetów, ale wierzę, że z pomocą mojej wytwórni płyta, mimo wszystko, nie przejdzie bez echa.

Za tobą pierwszy poważny krok w stronę wielkiego świata muzycznego. Czego życzyć Ci na „nowej drodze” życia?

Niezmiennie tego samego, czyli cierpliwości i wytrwałości. Dbam o swój komfort psychiczny i pozytywne nastawienia, ale czasami, jak każdy, mam gorsze chwile. Poza tym tego co na ten moment najważniejsze, żeby płyta dotarła do jak największego grona odbiorców.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.