Arshenic: „… nasi odbiorcy też będą w jakiś sposób poruszeni tym, co im oferujemy” [WYWIAD]

12 kwietnia, w Niedzielę Wielkanocną ukazał się najnowszy singiel gdańskiego zespołu Arshenic pt. „Where Did You Sleep Last Night”, wydany we współpracy z amerykańską wytwórnią DI Records, z którą grupa niedawno podpisała kontrakt!


Zapraszam Was do lektury mojego wywiadu z zespołem Arshenic! Dowiecie się z niego m.in. jak powstawała kapela, jak trafili pod skrzydła amerykańskiej wytwórni płytowej, a także jak radzą sobie w czasach pandemii.

Polecam!


Karolina Filarczyk

Arshenic

Tegoroczne święta były postawione na głowie. Spędziliście je samotnie, rodzinie, czy w tym roku postanowiliście ich w ogóle nie obchodzić?

Ofilia: Kiedy w wieku 14 lat po głębokim namyśle doszłam do wniosku, jestem ateistką, moi rodzice byli przerażeni. Obecnie nie jestem już tak kategoryczna w tej kwestii dlatego, że od kilku lat interesuję się duchowością i czarostwem. Religia to jednak wciąż dla mnie jedynie forma kontroli nad masami.

Bartek: Z wiarą też nigdy nie było mi po drodze. Święta teraz to czas wolny od pracy. Myślę, że w tej kwestii,  jak i wielu innych dobrze się dobraliśmy z Ofilią.

Włodek: Nigdy jakoś szczególnie nie celebrowałem świąt i tak też było w tym roku, nawet bardziej niż zazwyczaj z wiadomych względów.

Istniejecie od 2007 roku, to spory kawał czasu! Pamiętacie jak powstawał zespół?

Ofilia: Arshenic powstał jako zespół studencki i jego skład osobowy był wynikiem przypadku. Kiedy rozpoczęłam studia, zgłosiłam się do gotowego zespołu, który tworzyły osoby, spotykające się na próbie właściwie po to, by pić piwo. Pewnego dnia zamiast na próbę, poszłam do lekarza, bo przeziębiłam gardło. W związku z brakiem subordynacji zostałam z tego zespołu wyrzucona. Podczas badania stetoskopem lekarz, próbując nie skupiać się na moim biuście, wspomniał, że gra na gitarze. Zadzwoniłam więc do perkusisty i zapytałam, czy chce z nami grać w nowym składzie. Zaledwie kilka dni później, do ówczesnego perkusisty zadzwonił basista, w odpowiedzi na ogłoszenie ze sklepu muzycznego. Jak się okazało, ogłoszenie wisiało tam kilka lat i dotyczyło innego zespołu, ale Tomkowi to nie robiło różnicy. Tak powstał pierwszy skład. Po dwóch latach perkusista wyjechał do pracy za granicę.

Bartek: Pochodzę z Elbląga, po szkole wyprowadziłem się do Gdańska. Tu grałem w kilku zespołach, które z czasem zakończyły działalność. Zobaczyłem ogłoszenie, że zespół Arshenic szuka perkusisty. Po kilku rozmowach na Gadu-Gadu zostałem zaproszony na próbę. Jak się okazało dość szybko, wszyscy nadajemy na podobnych falach i dość dobrze się rozumiemy.

Włodek: Niestety nie pamiętam, bo go nie zakładałem, a jak już dołączyłem do zespołu, to też niewiele pamiętam z tego okresu.

Arsenic… Jesteście tak skuteczni, czy tak groźni jak on?

Ofilia: Arszenik jest trucizną, którą w XIX wieku kobiety używały do zabijania niewiernych mężów i kochanków. Jest także lekarstwem, do dziś używanym np. w leczeniu raka. Trucizna i lekarstwo, dwoistość, harmonia.

Włodek: Szczerze mówiąc, jest to substancja, której nie próbowałem (jeszcze), ale z tego, co wiemy z literatury fachowej, pozostawia trwały ślad na użytkowniku. Mamy nadzieję, że nasi odbiorcy też będą w jakiś sposób poruszeni tym, co im oferujemy.

Oprócz autorskiego materiału sięgacie także po piosenki innych wokalistów. Na waszej liście Anna Jantar, Lady Gaga. Co musi mieć w sobie utwór by trafić na wasz warsztat?

Ofilia: Dla mnie w muzyce tekst ma kluczową rolę. Słucham muzyki, która coś dla mnie znaczy. Nic nie może wiecznie trwać, to utwór klątwa – był ostatnim utworem, jaki Anna Jantar wydała przed tragiczną śmiercią. Jego tekst jest bardzo mroczny i dołujący, a oryginalny aranż strasznie festynowy. Chciałam mu dodać należytej powagi. W naszej wersji utwór ten przechodzi płynnie w piosenkę Zegarmistrz Światła, jako dopełnienie całości. Paparazzi to także utwór o świetnym tekście, dotyczący chorobliwego stalkingu. Sarkazm to moje naturalne środowisko ;). Zaproponowałam go chłopcom jako challange, którego się podjęli. Jeśli chodzi o „Where did you sleep last night”, nie jest on wyjątkiem, jego tekst jest najmroczniejszy.

Całkiem niedawno podpisaliście kontrakt z pewną amerykańską wytwórnią. Pochwalcie się, jak Wam się to udało.

Wszystko zaczęło się w 2016 roku, kiedy cyfrowo wydaliśmy EP „Erased”. Materiał ten leciał w kilku polskich radiach i był dobrze przyjęty. Mieliśmy jednak duży problem z promocją. Wiesz, jak jest w naszym kraju, w muzyce — rockowej zwłaszcza. Krąży przekonanie, że co polskie to gorsze i jeśli odważysz się coś wypuścić, to zdarza się, że prędzej zostaniesz opluty, niż usłyszysz słowa wsparcia. Nie narzekam, stwierdzam ; ). Po długich rozmowach doszliśmy do wniosku, że kolejny singiel wydamy po angielsku. Na próbę. W trakcie nagrywania klipu do singla „Unspoken” założyliśmy nasz Instagram. Kiedy wypuściliśmy klip i rozesłaliśmy instagramowiczom, zaczęły do nas pisać radia z Brazylii, Meksyku, Argentyny i Hiszpanii o możliwość zagrania u nich tego kawałka. Pojawiły się także pierwsze ofert wydawnicze. Postanowiliśmy wtedy, że nowa płyta będzie głównie w języku angielskim i wydamy ją za granicą. „Final Collision” została wydana w sierpniu zeszłego roku przez wytwórnię Sliptrick Records. W związku ze średnią oceną 8.5/10 i świetnym przyjęciem tego albumu, który puszczano także w Anglii i USA, tych propozycji wydawniczych zaczęło pojawiać się więcej. Nowy singiel postanowiliśmy wydać z DI Records ze Stanów Zjednoczonych.

Jesteście fanami Nirwany?

Bartek: Z Niravaną mam tle wspólnego, że jeden z moich pierwszych zespołów, był to zespół grający Grunge. Set koncertowy opierał się na całej płycie „NEVERMIND” ;).

Włodek: Dla mnie to zespół, od którego zacząłem interesować się szeroko pojętą muzyką rockową oraz graniem na gitarze. Moje ćwiczenia polegały na puszczeniu „Nevermind” albo któregoś z koncertów i graniu go od początku do końca. MTV Unplugged też zostało przeze mnie skatowane wielokrotnie w dobie początkowej fascynacji tą muzyką i estetyką.

Ofilia: Kurt był postacią tragiczną, gardząc mainstreamem, przeszedł do historii jako legenda popkultury, czy to nieironiczne? Kiedy byłam w liceum, wszyscy chłopcy z talentem muzycznym uczyli się grać ich kawałki. Były tak proste, że każdy początkujący gitarzysta mógł się czuć jak gwiazda grunge’u. W naszej szkole powstał zespół rockowy, na którego próby przychodziłam. Nie chcieli, żebym była ich wokalistką, ze względu na płeć. Odszczekali to dopiero na naszym balu maturalnym, na którym mieli zagrać swój pierwszy koncert. Ich męski wokalista wystawił ich przed wejściem na scenę. Na ich próbach podśpiewywałam sobie kilka ulubionych kawałków, więc zastąpiłam go i przed całym rocznikiem i nauczycielami odstawiłam z nimi „Come as you are” i… „Rape me” (w kiczowatej sukience balowej, grunge po całości!).

„Where did you sleep last night” to kolejny cover na waszej liście. Piosenka  repertuaru Nirwany, to Wasz pomysł, czy nowej wytwórni?

Pozostajemy niezależnymi artystami, dzięki czemu wytwórniom przekazujemy już gotowy materiał. Pomysł, ze zrobieniem tego kawałka spodobał się DI Records tak bardzo, że kontrakt podpisali  nami, zanim w ogóle usłyszeli naszą wersję. Po przesłuchaniu powiedzieli nam, że wiedzieli, że to będzie dobre, ale do głowy im nie przyszło, że aż tak. To było miłe :).

Nie boicie się krytyki ze strony fanów Cobaina? Dotykajcie w końcu ich świętości… ?

Włodek: Po pierwsze nie jest to kawałek Nirvany tylko stary bluesowy utwór, a po drugie nie ma sensu się czymś takim przejmować, tylko robić to, co się uważa.

Ofilia: Jeśli robisz muzykę, bojąc się tego, co o niej pomyślą inni, to lepiej sobie odpuść, po co tracić nerwy….

Corona zamknęła nas w domu. Muzycy z dnia na dzień zostali pozbawieni możliwości pracy. Jak radzicie sobie w czasach zarazy?

Włodek: Jak na razie nie jest to na tyle długi okres, żeby popadać w panikę. Jest czas na przemyślenia, dzięki internetowi są też bardzo duże możliwości rozwoju w wielu dziedzinach i poszerzania horyzontów. Poza tym nagrywać i tworzyć można też w domowych warunkach. Warto się skupić na tym.

Bartek: Dość dobrze, w pracy mam więcej wolnego. Ma to swoje plusy i minusy. Minus wiadomo, nie pracuje — nie zarabiam. Plus jest taki, że mam dużo czasu na granie. I tak staram się ćwiczyć regularnie.

Ofilia: Nie jestem typem osoby, która łatwo podporządkowuje się czyjejś woli, jeśli nie jest to zgodne z moim własnym rozsądkiem. Początek był najgorszy – panika z każdej strony, sprzeczne informacje, poczucie braku kontroli i zagrożenia. Nie mam teraz pracy, więc po tygodniu siedzenia w domu zauważyłam u siebie początki nerwicy depresyjnej. Zaproponowałam nagranie Where did you sleep, co dało mi cel, na kolejne 10 dni. Tydzień temu, zamknięto ogrodzone klepisko koło mojego mieszkania, na którym wypuszczałam psy, by pobiegały. To przelało już moją czarę goryczy i wyprowadziłam się z Gdańska do domku letniskowego na Kaszubach. Bawię się z futrzakami, unikam Facebooka, nie czytam wiadomości. Postanowiłam potraktować to jak urlop.

Na waszym koncie są dwie płyty długogrające. Kiedy będziemy mogli spodziewać się kolejnego krążka?

Bartek: Prace nad krążkiem trwają, ale w obecnym czasie, nie spieszymy się. Kilka numerów jest „rozgrzebanych”. A kiedy będą tego efekty i jakie? Myślę, że to pytanie ciężko odpowiedzieć. W obecnym czasie prawie nikt z nas nie pracuje, koncertów nie mamy i nie mamy pewności, kiedy zagramy ponownie, a jak wiadomo, stworzenie krążka wiąże się z kosztami. Na razie więc poczekajmy, aż wszystko wróci do akceptowalnej formy.

Jaka będzie pierwsza rzecz, którą zrobicie, kiedy ten Matrix się już skończy? Ja jadę nad morze!?

Bartek: Teoretycznie od października zaczynamy koncerty. Na Początek dwa Wrocław, Toruń. W Maju jestem umówiony z klubami na kontakt, żeby potwierdzić kolejne daty koncertów. Czyli teoretycznie, ruszamy się z domu, żeby znowu poczuć się jak ryba w wodzie, czyli w naszym naturalnym środowisku, jakim są dechy scen, ale najpierw poczekajmy na koniec apokalipsy, a potem będziemy snuć plany.

Ofilia: stanę na środku osiedla i zacznę wyć jak wilk, bo jak to dłużej potrwa, to na pewno zwariuję…

Włodek: Myślę, że spędzę trochę czasu z przyjaciółmi, z którymi teraz mam ograniczoną możliwość przebywania i pójdę na jakąś dobrą imprezę ]:>

Klip do „Where did you…” jest bardzo symboliczny. Maski, rękawiczki, spacer w samotności. Przypadek? Nie sądzę. Kto był autorem scenariusza do klipu?

Od kiedy nakręciliśmy pierwszy fabularny klip („Monster”) z każdym rozkręcamy się bardziej. W „Unspoken” podrzuciliśmy pomysły, każdy z nas wymyślał sobie rolę, ale spięcie całości pozostawiliśmy producentowi klipu. Przy okazji „Dear Remorse” napisałam scenariusz co do sceny. Pisanie scenariusza spodobało mi się tak bardzo, że współtworząc aranż do „Where Did You Sleep Last Night” miałam już go w głowie. Od poprzedniego klipu współpracujemy z CreoOfficial, który nie dość, że jest potwornie utalentowany, to nie ingeruje inwazyjnie w moją wizję, tylko przedstawia to, co mam już w głowie. Kiedy rozmawiamy o scenach, opowiadam mu treść, a Krzysiek opisuje mi to samo za pomocą rodzajów ujęć, jakby czytał mi w myślach. Genialne i upiorne zarazem :D.

 Życzę zdrowia i cierpliwości. Niech moc będzie z Wami!

Karolina Filarczyk

Redaktor Naczelna --- Z Muzykoholikami związana na zawsze! Co tu robię? Spełniam marzenia! Wywiady, relacje, recenzje... pełen serwis! ---

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *