#gwiazdynarozbiegu: KOLORY

Za nami jeden z ciekawszych debiutów tego roku – młodzi, oryginalni i przede wszystkim odważni, bo wydawać album w dzisiejszych czasach to ogromne wyzwanie – grupa KOLORY z ramienia My Name Is New z premierowym krążkiem „Chcieliśmy tylko coś poczuć” w naszym cyklu #gwiazdynarozbiegu opowiedziała o pracy nad krążkiem i o nowych marzeniach.

Roksana: Piątka facetów reprezentujących fajne, dosyć mocne gitarowe brzmienie tworząc zespół o wyjątkowo nieoczywistej nazwie – KOLORY – skąd taka nazwa i co za sobą kryje?
KOLORY: Nazwa bezpośrednio nawiązuje do psychodelicznych lat 60 i 70, artystów i epoki, która nas często inspiruje. Próbujemy to zawrzeć w naszym podejściu do współczesnej gitarowej muzyki, nie żyjąc jednocześnie sentymentem i nie będąc odtwórczym. Jimi Hendrix wizualizował muzykę i mówił, że dosłownie widzi ją w kolorach. Podzielamy ten pogląd na częstotliwości światła, dźwięków czy fali – i próbujemy je łączyć z emocjami. Dlatego wszystkie nasze wydawnictwa czy teledyski oddają nastrój rezonujący ze sobą w odpowiedni sposób.


R: Idąc tropem SKĄD JAK I DLACZEGO natrafiamy na tytuł Waszego debiutanckiego albumu – „Chcieliśmy tylko coś poczuć” – intrygujący! Co konkretnie chcieliście poczuć i co najważniejsze – czy to się Wam udało?
K: Chcieliśmy coś poczuć i poczuliśmy chyba nawet więcej, nie zawsze były to dobre chwile, ale zaryzykowaliśmy a wynik tego możecie usłyszeć w naszych piosenkach, wolny do interpretacji. Na pewno czasem nam nie szło, było wiele ostatnich razów, nie zawsze wiedzieliśmy co dalej, odwiedziliśmy niejedną imprezę, czasem czuliśmy pustkę, często nie mogliśmy spać, wciąż nie dostaliśmy odpowiedzi na wszystkie nasze pytania. Na pewno jesteśmy bliżej naszych marzeń z pudełka i mamy o czym pisać piosenki, więc coś się udało. 

R: Jak Wam się pracowało nad tym albumem – studio to Wasza bajka czy jednak wolicie sprawdzać utwory na żywo podczas koncertów?
K: Nagrywanie, eksperymenty z brzmieniami, praca nad piosenkami, wspólne batalie o aranże, teksty i klimat spoiły nas jako zespół i są cudownym procesem. Natomiast nic nie zapewnia takiego dreszczyku jak granie tych bliskich i osobistych utworów, na dobrze nagłośnionej scenie przed publicznością, która kuma to, co robimy.

R: Wydajecie album w niesamowicie trudnym czasie, szczególnie dla branży muzycznej- nie chcieliście jeszcze trochę się wstrzymać do wiosny, kiedy miejmy nadzieję będzie „normalniej”?
K: Robimy to, bo to kochamy a wydajemy płytę teraz, bo jest gotowa. Słupki, numerki i wyświetlenia według nas mają aktualnie zbyt duży wpływ na decyzje artystów. Miło nam oczywiście, gdy komuś się podoba nasza twórczość, ale żadna decyzja przy tworzeniu tej płyty nie była podyktowana domniemaną responsywnością publiki czy większymi zasięgami, także jej wydanie. Chcieliśmy tylko coś poczuć, chcieliśmy zrobić płytę, w zgodzie ze sobą i tym jak to poczuliśmy. Jeśli sytuacja epidemiczna się nie zmieni, będziemy mieli okazję zagrać dla Was całą płytę na koncercie premierowym na Nocnym Markecie 23 września w Warszawie, więc nie jest tak źle i to nas niezmiernie cieszy.

R: Jak wcześniej wspomniałam gitarowy riff to zdecydowanie „Wasza rzecz”, któranajlepszą robotę robi zapewne na koncertach – tego lata mimo trudności z jakimiprzyszło nam wszystkim się zmierzyć udało Wam się zagrać kilka eventów. Jak Wam się wracało na scenę po takim czasie?
K: Granie na żywo, to super przeżycie i brakowało nam tego bardzo. Świat bez muzyki na żywo trochę tracił kolory. Przez tą przerwę emocji towarzyszącym naszym występom było trochę więcej, zarówno nerwów przed, jak i radości w trakcie. Zdecydowanie nie możemy się doczekać kolejnego koncertu!

R: Który z Waszych koncertów wspominacie najmilej?
K: Z tych tegorocznych do tej pory, chyba będzie to występ w Mikołowie. Dobrze się słyszeliśmy i na występie zgromadziła się liczna publiczność zapełniając prawie cały rynek. Emocje z piosenek płynęły od nas wprost do publiki. Pojawił się nawet transparent od jednej z naszych słuchaczek, która jest z nami od 2017 roku (było to na nim napisane), wręczyła nam go po koncercie. wiele osób się wyraźnie dobrze bawiło i odwiedziło nas po koncercie z miłym słowem bądź żeby zrobić fotkę. To zdecydowanie miłe przeżycie.
Przed 2021 trochę tych koncertów zagraliśmy ale na pewno miło było występować na ostatnim Przystanku Woodstock czy na Opener Festival, Spring Break miał też świetny klimat. Z festiwali warto też wspomnieć AlterFest czy Slot Art, bardzo miło nas tam przyjęto i wydarzenia są magiczne.

R: „Pudełko marzeń” – jedno z nich pewnie właśnie się spełnia. Jakie jeszcze marzenia, pragnienia kryją się w innych Waszych „pudełkach”?
K: Zagrać dla stadionowej publiki, to musi być przeżycie. Z tych bardziej przyziemnych, żeby pandemia się skończyła, koncerty odpaliły pełną parą i żeby ludzie byli mniej podzieleni i bardziej empatyczni.

R: Dobijając do brzegu – słyszę w Was trochę z Happysadu trochę z Much – czy dobrze celuje w Wasze inspiracje muzyczne?
K: Wiesz, bardziej prawdopodobne, niż bezpośrednie inspiracje jest to, że dzielimy z Muchami (trochę bardziej) i Happysadem wspólne inspiracje w kapelach grających po angielsku indie rockowe czy britpopwe klimaty. Elementem wspólnym na pewno jest też granie tych nowoczesnych, gitarowych brzmień w języku polskim. Znamy i cenimy twórczość obu kapel.

R: Dziękuję za rozmowę i do zobaczenia (jak najszybciej) pod sceną!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.