Krótko i na temat z… Paweł Domagała

Paweł Domagała jest właśnie na półmetku „Narnia Tour”. Przy okazji koncertu w Łodzi zadaliśmy bohaterowi tego wydarzenia kilka pytań.

O taksie koncertowej, o płycie i… Narnii porozmawiamy krótko i na temat.

Karolina Filarczyk

Paweł Domagała

? Jest Pan dokładnie w środku swojej trasy „Narnia Tour”. Koncerty to dla Pana zło konieczne, czy nieodzowna część Pana pracy artystycznej, bez której nie widzi Pan większego sensu w uprawianiu swojego zawodu?
Koncerty to najpiękniejsza część mojej pracy. Największa przyjemność, polegająca na bezpośrednim kontakcie z fanami. Bez nich tworzenie muzyki nie miałoby sensu. To jest szczególnie ekscytujące, gdy widzisz, jak są odbierane nowe piosenki. Na koncertach znajdujemy też odpowiedzi na pytanie, które piosenki powinny być wsparte teledyskiem.

? Łódź jest częstym punktem na Pana trasach koncertowych. Co jest takiego w naszym mieście, że lubi Pan do nas wracać?
Przygotowując plan trasy koncertowej, dbamy o to, by zawsze znalazła się na nich Łódź. Dlaczego? Odpowiedzi jest bardzo prosta – bo zawsze jest ogień. Mamy tu swoją wierną publiczność, a atmosfera jest trudna do podrobienia.

? Każdy z albumów jest dla Pana czymś wyjątkowym. „Narnia” to przejście na wyższy poziom w kontakcie ze słuchaczem. Po odsłuchu możemy z pewnością stwierdzić, że stanowi ona dla Pana element autoterapii i małe podsumowanie tego, co dotychczas wydarzyło się w życiu. Gdyby w kilku zdaniach przyszło Panu scharakteryzować odbiorcę idealnego tego albumu, to kto nim by był?
Nie zastanawiamy się nad odbiorcą, bo z Łukaszem Borowieckim, który jest współautorem wszystkich naszych płyt, robimy muzykę, którą sami lubimy. Jesteśmy wierni tej zasadzie. Muzyka to dla mnie przede wszystkim przyjemność, a przy okazji praca. Natomiast z badań, które robiliśmy, wynika, że słuchają nas przede wszystkim kobiety. Co nas bardzo cieszy.

? Która z piosenek na tej płycie jest dla Pana najważniejsza i dlaczego?
Wszystkie piosenki są bardzo ważne, bo wszystkie są osobiste. To zresztą moja najbardziej osobista płyta. Na pewno „Dureń” był dla mnie najtrudniejszy, opowiada o moim koledze, którego już z nami nie ma. W ogóle czas po pandemii był dla mnie bardzo trudny. Złapałem na tym, że długo byłem w ciągu pracy, a nagle się obudziłem w świecie, którego nie do końca rozumiem, i z którym trochę nie jestem w stanie sobie poradzić. Z tego wszystkiego powstała „Narnia”. Nie ukrywam, że był to trudny proces twórczy.

? Narnia to magiczna kraina, gdzie zarówno dzieją się wielkie tragedie i wojny, ale także cuda. Czy muzyka jest Pana Narnią?
„Narnia” była czymś w rodzaju wewnętrznego oczyszczenia. Żeby poruszyć pewne tematy, musiałem zadać sobie pytania, których wcześniej nie zadawałem. „Czy ja, jako Paweł, mogę sobie pozwolić, żeby było mi źle?” Mam całkiem dobrze w życiu i zastanawiałem się, czy jak ja się będę żalił, czy w ogóle mam do tego prawo. Obwiniałem się, że czuję się źle, miałem wyrzuty sumienia. Narnia jest miejscem, gdzie uciekam. Rozumiem ją jako przestrzeń, kryjówkę, krainę w sobie, do której każdy musi przejść przez jakąś szafę i tam zrobić porządek. Ja porządkowałem się poprzez muzykę, pracując nad „Narnią”.

Podziel się swoją opinią ;)