„Mamy nadzieję, że każdy odnajdzie w tych utworach cząstkę siebie” – imasleep 

Nowy wywiad z zespołem imasleep to opowieść o emocjach, kolorach, żałobie i tworzeniu bez kompromisów. Zanurz się w świat „vermiliona” i poznaj historię, która może być też Twoja.

Wasz nowy singiel „closer” to bardzo emocjonalna opowieść. Jak powstał ten utwór i co było impulsem do jego stworzenia?
„closer” to element złożonej historii głównego bohatera „vermiliona”, więc pisząc ten numer staraliśmy się w niego wcielić, zarazem czerpiąc garściami z naszych własnych przeżyć. Chcemy przedstawić jego perypetie również obrazując to etapami żałoby, gdzie „closer” jest tym kontekście zaprzeczeniem.

„vermilion” to koncept album – co kryje się za tą tajemniczą postacią i jak ją interpretujecie?
„vermilion” to nie tylko bohater, ale też coś w rodzaju konceptu. Chcemy przedstawiać tę postać bezosobowo lub w różnych odsłonach, aby nadać uniwersalności w odbiorze niezależnie od płci, z którą słuchacz może się identyfikować. vermilion będzie manifestacją naszych (członków zespołu) rozterek umiejscowionych w kontekście albumu.

Skąd pomysł na użycie kolorów jako symboli emocji i etapów życia?
Kolory jak obrazy mogą wywoływać różne emocje lub kojarzyć się z konkretnymi rzeczami. Niebieski górował w cobalcie trochę jako wypadkowa po spięciu albumu w całość i z takim kolorem nam się kojarzył. Czerwony/cynobrowy został założony z góry i jest naszym drogowskazem jeśli chodzi o wydźwięk/odczucia drugiego albumu.

Jak wyglądał proces tworzenia drugiego albumu w porównaniu do debiutanckiego „cobalt”?
cobalt różnił się na pewno sposobem wyrazu. Był bardziej odzwierciedlaniem się emocji teraźniejszych, bieżących, gdzie vermilion czerpie z rozdarć na przestrzeni lat czy nawet całego życia.

Czym różni się „vermilion” od Waszego wcześniejszego materiału – brzmieniowo i tematycznie?
Tak jak wspomnieliśmy; cobalt – bieżące uczucia, więc charakter tego krążka bywał bardzo różny, uzależniony od chwili. Oczywiście wszystkie numery mają wspólny „imasleepowy” mianownik, jednak w vermilionie są to bardziej przemyślane ruchy i wierzymy, że przez to będzie bardziej spójny.

Wasza muzyka to połączenie akustyki i elektroniki. Jak dzielicie się pracą twórczą przy takim zróżnicowaniu dźwięków?
Tworzymy razem – podczas wspólnych prób, w rozmowach, przy instrumentach, ale też przy stole w kuchni (tam właśnie powstało closer). Czasem ktoś przynosi szkic utworu – kilka akordów, melodię, motyw – który później może zostać wykorzystany dokładnie w tej formie, albo kompletnie przekształcony: zagrany na innym instrumencie, z nowym brzmieniem. Każdy etap przechodzimy wspólnie. Nie ograniczamy się tylko do własnych instrumentów – Karol potrafi zaproponować coś do partii skrzypiec, Ola – pomysł na gitarę, a Filip – zmiany w liniach wokalnych. To bardzo otwarty proces, który często prowadzi nas w zupełnie nieoczekiwane miejsca.

Jak wyglądała współpraca przy warstwie wizualnej – kim jest autor dziennika vermiliona?
Za stronę wizualną odpowiadają nasi przyjaciele – Samantha i Paweł z @mossscent. Mamy podobną wrażliwość i rozumiemy się świetnie, zarówno koncepcyjnie, jak i stylistycznie. Mają ogromne pokłady kreatywności i za każdym razem udaje im się uchwycić dokładnie to, co chcemy przekazać.
Jeśli chodzi o dziennik vermiliona – jego autorem jest sam vermilion. To my – jako twórcy albumu, ale też każdy, kto poczuł jego historię jako swoją
.

Jakie emocje towarzyszyły Wam przy tworzeniu tak osobistego materiału?
Ogólnie samo tworzenie jest bardzo emocjonujące. W przypadku tego albumu było bardzo intensywne. To proces, który wymaga odsłonięcia się – bez filtrów, bez dystansu. Była w tym radość, poczucie spełnienia, ale też sporo bólu, straty i smutku. Każdy utwór to kawałek czegoś bardzo osobistego – doświadczeń, które zostawiły w nas ślad.

Co chcielibyście, aby słuchacze poczuli po odsłuchaniu „vermilion”?
Chcemy, żeby słuchacze mogli się z tym albumem utożsamić. Choć opowiada nasze historie, zostawiliśmy w nich miejsce na emocje i przeżycia słuchacza. Mamy nadzieję, że każdy odnajdzie w tych utworach cząstkę siebie – coś, co pomoże nazwać własne stany i doświadczenia, albo po prostu poczuć się mniej samotnym.

Czego możemy się spodziewać po premierze albumu – koncertów, klipów, kolejnych historii?
Planujemy koncerty, kolejne odsłony historii i specjalne projekty, nad którymi już pracujemy. Jeszcze w tym roku pojawi się coś nowego – nie możemy się doczekać, żeby się tym podzielić.

Karolina Filarczyk

Napisz komentarz