Zespół Biaz Nazvy to jeden z najbardziej rozpoznawalnych przedstawicieli niezależnej sceny białoruskiej. Ich twórczość od lat łączy mocne rockowe brzmienia z zaangażowanymi tekstami, które niosą autentyczne emocje i społeczne przesłania. Choć początki sięgają Białorusi, dziś grupa działa głównie na emigracji – w Łodzi, koncertując dla białoruskiej diaspory oraz coraz częściej – dla polskiej publiczności.
Rok 2025 przyniósł im nowy album zatytułowany „20 plus”, który nie tylko dokumentuje twórcze zmiany od 2020 roku, ale również oddaje ducha walki i nadziei po dramatycznych wydarzeniach w ich ojczyźnie. Z muzykami Biaz Nazvy rozmawiamy o trudnych momentach w ich karierze, przemianach sceny muzycznej, sile wspomnień z festiwalu Basowiszcza i planach na przyszłość, które – mimo wszystko – wciąż brzmią bardzo głośno.
Co było największym wyzwaniem podczas tych 26 lat działalności zespołu?
– Najtrudniejszym momentem w twórczości zespołu był chyba rok 2011, kiedy przestaliśmy współpracować z naszym ówczesnym menedżerem i praktycznie musieliśmy zaczynać wszystko od zera. To on miał wszystkie kontakty z organizatorami, dziennikarzami, a cała organizacja spadła na nasze barki – musieliśmy sami na nowo nawiązywać relacje z organizatorami i sami organizować nasze koncerty.
Drugim trudnym momentem w życiu zespołu była emigracja. Mimo że w Polsce istnieje dość duża białoruska diaspora, mamy tu bardzo ograniczone możliwości, ponieważ gramy głównie dla Białorusinów na emigracji.
Ale staramy się rozwijać – mamy już dwie gotowe piosenki po polsku, a trzecia jest w trakcie aranżacji. Tutaj znowu zaczynamy niemal od zera – nowa publiczność, nowy kraj, nowe życie – można tak powiedzieć.
Jak zmieniała się wasza muzyka przez lata, a jak zmieniała się scena muzyczna w Polsce i na Białorusi?
– Wydaje mi się, że staramy się trzymać swojego stylu. Oczywiście z biegiem lat brzmienie naszych nagrań znacznie się poprawiło! W 2014 roku zaczęliśmy współpracę ze znanym ukraińskim producentem muzycznym IVANEYSOUND i współpracujemy z nim do dziś. Nasz styl to rock, z różnymi jego elementami. Wcześniej nie śledziliśmy zbyt uważnie polskiej sceny muzycznej. Jednak mamy duże doświadczenie z występów na polskich festiwalach w połowie lat 2000.
Zarówno polska, jak i białoruska muzyka zyskały na jakości przez te lata. Główną rolę w rozwoju odegrał internet. Mimo że w internecie jest dużo „śmieci”, to właśnie dzięki niemu pojawiła się konkurencja, która zmotywowała zespoły do tworzenia lepszej muzyki i sprzedawania jej przez sieć. W dzisiejszych czasach trzeba poświęcać jak najwięcej czasu na rozwój mediów społecznościowych zespołu, aby zbudować jak największą bazę słuchaczy.
Jakie wspomnienia z pierwszych koncertów w Polsce uważasz za najważniejsze?
– Wspomnienia z pierwszych koncertów w Polsce na zawsze pozostaną w naszych sercach. Bardzo ciepłe przyjęcie od polskich przyjaciół, którzy organizowali dla nas pierwsze koncerty tutaj. W okolicach Białegostoku odbywał się festiwal młodej muzyki białoruskiej BASOWISZCZA. Organizowało go Zrzeszenie Studentów Białoruskich w Polsce. W najlepszych latach festiwal gromadził nawet do 10 tysięcy osób. Łącznie odbyło się 30 edycji festiwalu, a nasz zespół zagrał na 15 z nich. W 2001 roku wzięliśmy udział w konkursie festiwalowym, ale nie wygraliśmy. W 2002 roku zajęliśmy drugie miejsce, a od 2003 roku występowaliśmy już jako honorowi goście. Ogólnie rzecz biorąc, już wtedy, na początku lat 2000, poziom organizacji koncertów i wydarzeń w Polsce był o głowę wyższy niż na Białorusi. I za każdym razem coś nas mile zaskakiwało.
W 2025 roku wydaliście album „20 plus” – co ten tytuł oznacza dla zespołu?
– W lutym tego roku ukazał się nasz nowy album „20 plus” i jego tytuł zdezorientował wielu „20 plus” oznacza, że utwory na tym albumie zostały napisane od 2020 roku aż do dziś. Stąd właśnie „20 plus”. Druga myśl, którą chcieliśmy zawrzeć w tytule, jest taka, że po wyborach i protestach w 2020 roku życie Białorusinów zmieniło się diametralnie — wielu wyemigrowało z kraju, w tym również my. Wspieraliśmy alternatywną kandydatkę Swiatłanę Cichanouską, a potem graliśmy podwórkowe koncerty dla protestujących. Za to milicja zatrzymała mnie (wokalistę) i przetrzymywała prawie dobę bez wody i jedzenia. Od tamtej pory mamy nieoficjalny zakaz występowania na Białorusi. Co prawda nie figurujemy na liście zakazanych zespołów, ale mimo to nie możemy organizować koncertów – trzy razy składaliśmy wnioski i za każdym razem spotkaliśmy się z odmową.
Jakie są wasze plany na przyszłość? Czy pojawią się nowe projekty muzyczne lub współprace?
– Jesienią planujemy małą trasę koncertową po miastach Polski. Mamy też w planach wspólny utwór z którymś z ciekawych polskich artystów oraz piosenkę w dwóch językach – po białorusku i po polsku. No i oczywiście klasyczne marzenie: żeby nasza muzyka dotarła do jak największej liczby ludzi i na zawsze pozostała w ich sercach!
Jakie przesłanie chcielibyście przekazać młodszym pokoleniom artystów, którzy dopiero zaczynają swoją drogę w muzyce?
– Młodym artystom chcemy życzyć, aby tworzyli muzykę zgodnie z tym, co podpowiada im serce i emocje. Nie trzeba gonić za modą – trzeba szczerze robić to, co się potrafi i jak się potrafi, nie próbując na siłę wykrzesać z siebie czegoś genialnego. Czas was wynagrodzi w przyszłości! Pamiętajcie – muzyka to ta kobieta, która nigdy was nie zdradzi! Rock żyje!
Karolina Filarczyk





