„Muzyka zwykle przynosi radość i szczęście” – Muzykoholicy w rozmowie z Piotrem Szreniawskim

EFSPACM

Bycie w ekipie Muzykoholików to okazja do wyjątkowych rozmów z wyjątkowymi artystami. Dziś na naszych łamach gościmy Piotra Szreniawskiego – członka niezwykłego projektu Ensemble For Sound Poetry And Contemporary Music (EFSPACM), a także poetę, performera i… prawdziwego człowieka renesansu. Opowiedział nam o funkcjonowaniu w międzynarodowym zespole, poezji dźwiękowej, a nawet… operze. Ciekawi? Zapraszamy do lektury!

Natalia Glinka

Piotr Szreniawski

Niezwykła inicjatywa

Ensemble For Sound Poetry And Contemporary Music nie znajdziemy ani na Facebooku, ani na Instagramie. Skąd pomysł na tak niszową inicjatywę?

Gotowe projekty prezentujemy na bandcampie i na youtube, a okazjonalnie również w innych miejscach (np. jeden album wypuściła chilijska wytwórnia Cian Orbe Netlabel). Na facebooku toczy się dyskusja, tam proponowane i omawiane są kolejne projekty. Co do instagrama, to może faktycznie tam też powinniśmy zacząć działać? A jeśli chodzi o pomysł, to myślę, że pojawiło się pewne zapotrzebowanie, jakaś masa krytyczna… Zauważyłem, że wiele osób tworzy muzykę podobną do mojejtrochę poważną, trochę eksperymentalną, trochę zakręconą. Zaprosiłem kilka osób do wspólnego tworzenia. Potem te osoby zaprosiły kolejne, i kolejne, i zebrała się grupa.

Międzynarodowy skład

Jak zespół o tak międzynarodowym składzie funkcjonuje na co dzień? Czy spotykacie się wirtualnie jedynie w dobie pandemii, czy może Internet był podstawą Waszych działań jeszcze wcześniej?

Zespół EFSPACM powstał mniej więcej rok temu. W kwietniu ogłosiłem zaproszenie do pierwszego projektu (Kitchen Sounds) – w tamtym projekcie wzięły udział dwie osoby, w kolejnym trzy, ale potem dołączył Neal D Retke, który rozkręcił kolejny projekt (Sounds of Knocking). Od tej pory w projektach (które w sumie są albumami) bierze udział zwykle kilkanaście osób. O ile na początku mój pomysł miksowania nagrań różnych osób był podstawą, to w późniejszych projektach stał się tylko jedną z form prezentacji. Zwykle mamy swoistą „antologię tematyczną” (np. ASMR, Old printing machines, albo np. nagrania inspirowane konkretnym filmikiem), a do tego miks zrobiony z tych utworów. Do tego czasem spotykamy się np. na zoomie, i tam np. zbiorowo wykonujemy poezję dźwiękową – kilka filmików z tych spotkań jest dostępnych na youtube.

Muzyczne cele…

Jak próbujecie dotrzeć do szerszej publiczności? Czy zwracacie uwagę na takie rzeczy jak liczba odsłuchań Waszych utworów, czy traktujecie muzykę wyłącznie jako sposób wyrażania siebie?

Myślę, że liczą się jednocześnie ekspresja – czy też tworzenie tego, co się lubi – i docieranie do publiczności. Co prawda nasze kawałki nie mają zbyt wielu wyświetleń na youtube, ale kiedy zmiksowany przeze mnie kawałek Something with bikes?! był zaprezentowany na festiwalu muzyki eksperymentalnej w publicznym radiu łotewskim, to się z tego cieszyłem. Podobnie, kiedy wzięliśmy udział w RPM Challenge – zespoły były uporządkowane alfabetycznie, według krajów, a Volker Störtebeker wymyślił, że reprezentujemy Antarktydę, więc album wyświetlał się jako pierwszy.

… i wzorce

Czy macie jakieś muzyczne wzorce, do których dążycie, czy staracie się sami wyznaczać nowe ścieżki?

Co prawda każda z osób działających w zespole pewnie ma własne wzorce, ale jednak można mówić o wspólnym dążeniu do jak najlepszych dzieł. Dla mnie ważnym punktem odniesienia jest minimalizm, ale również wczuwam się w tę synergię, jaka powstaje czy to podczas wspólnych improwizacji z zakresu poezji dźwiękowej i muzyki, czy podczas słuchania kawałków, które się miksuje. Jak to się mówi, szukamy tego, czego szukały osoby tworzące przed nami. Muzyka niezbyt często jest niszcząca, choćby poprzez wywoływanie określonego otępienia, zwykle przynosi radość i szczęście. Serio lubię słuchać naszej muzyki, po prostu się relaksować, dać się unosić. Nasze drogi są czasem oczywiste czy też wyczuwane podświadomie, a czasem powstają podczas wspólnych poszukiwań.

EFSPACM – javelin (źródło: EFSPACM)

Inne formy

Wspominasz, że zajmujesz się „poezją dźwiękową”. Jak można zdefiniować taki rodzaj sztuki?

Kiedy działałem w pirackim radiu Zgaga, to nazywaliśmy tę twórczość poezją studyjną, montowałem to głównie przy pomocy programu Fruity Loops. Dosyć późno zacząłem to nazywać poezją dźwiękową, wcześniej identyfikowałem tę twórczość z poezją konkretną – zresztą wynikały z tego czasem nieporozumienia. Na przykład dawałem komuś partytury (czyli tę poezję należało wykonać głosem), a ktoś tylko patrzył, nie rozumiejąc o co chodzi. Istnieje wiele definicji poezji dźwiękowej, zwykle się podkreśla, że jest to poezja, w której chodzi o brzmienie. Zorganizowałem kiedyś antologię poezji dźwiękowej, napisałem też podręcznik. W sumie mówi się, że jest to dziedzina marginalizowana, chociaż daje duże możliwości ekspresyjne. Prowadziłem kilka razy warsztaty z poezji dźwiękowej, i ludzie już po chwili świetnie się w tym odnajdowali.

Monumentalne dzieła

Napisałeś dwa balety oraz symfonię, a także operę poezji dźwiękowej. Jak tworzy się takie monumentalne formy?

Co do opery, to powstała w ramach działalności EFSPACM, czyli wiele osób brało udział w jej tworzeniu (np. partie chóru nagraliśmy na zoomie). Ta opera (Tired of being a bird?) była inspirowana memem – i zresztą autorowi tego mema bardzo się podobała. Ale jeśli chodzi o monumentalne formy, to być może chodzi o odpowiednie rozkładanie siły, albo dobre zaplanowanie treści – potem „cegiełka po cegiełce” można zbudować całość. Oczywiście można na to różnie patrzeć. Teorii muzyki uczyłem się od Mariana Chyżyńskiego, a kompozycji u Henryka Czyżewskiego, potem w USA zaliczyłem kurs kompozycji, instrumentacji i orkiestracji. Poza tym sporo czerpię z innych dziedzin, czyli pisałem spore poematy, tworzyłem komiksy, i myślę, że trochę w podobny sposób konstruuję „akcję” dzieła muzycznego. Zresztą takie łączenie dziedzin sztuki zachodzi u mnie w wielu wymiarach. Kilka razy miałem występy (określane jako „wieczorki poetyckie”), gdzie improwizowałem na pianinie, mówiłem i śpiewałem, a do tego od czasu do czasu rysowałem, albo wykonywałem coś w rodzaju tańca. Myślę, że ludziom się to podobało. No i w niektórych projektach zespołu EFSPACM wymiar wizualny też ma jakieś znaczenie, a sporo osób z naszego zespołu także działa w ramach innych dziedzin twórczości.

Na zdjęciu Aide Aspicit, pszren, Oonark Klaes, Neal D Retke. Kadr z opery poezji dźwiękowej Tired of being a bird?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.