Praca nad najnowszym albumem była dla Patrycji Kosiarkiewicz niezwykłym doświadczeniem – pełnym emocji, synergii i autentyczności. To wydawnictwo to zderzenie świadomości i dusz, które tworzy wyjątkową muzyczną opowieść. Szczególny udział w tym procesie miał Marek Dulewicz, którego gitary nadały utworom niezwykły charakter. O tym, jak powstawała ta płyta i jakie wartości są dla niej najważniejsze, opowie w naszym wywiadzie. Zapraszamy!
Jakie inspiracje stoją za Twoim nadchodzącym albumem „Wyjaśni się”? Co chciałaś przekazać słuchaczom tym projektem?
To jest płyta powstała z wrażliwego miejsca. W którymś momencie zobaczyłam, że chowam się za historiami, które nie są moje, po to by nie czuć własnych. Paradoksalnie stało się, to gdy przechodziłam przez proces, jaki zaprojektowałam w kursie o pisaniu tekstów Pisz lepiej. To była głęboka podróż, która bardzo zmieniła moje pisanie. Chciałam przekazać współodczuwanie.
Singiel „Amigo” nawiązuje do gatunku americana. Co skłoniło Cię do sięgnięcia po ten styl muzyczny?
Piosenka zawsze poprowadzi, a ta prosiła o taką akurat aranżację – było to oczywiste od pierwszych dźwięków. Nie boję się eksperymentów i dobrze mi w takiej wolności.
W jednym z wywiadów wspomniałaś, że Twoja twórczość bywa określana jako pisana „po męsku”. Jak się z tym czujesz i co o tym sądzisz?
Czuję się z tym ok, rozumiem to i biorę za komplement. Co sądzę? Właśnie mnie złapałaś, Karolino, na takim oduczaniu się sądzenia. Czy zawsze trzeba mieć stosunek do wszystkiego? Nie. Przyjmuję.
Czy możesz opowiedzieć o procesie twórczym przy tworzeniu płyty „Wyjaśni się”? Jakie zmiany zaszły w Twoim podejściu do muzyki na tej płycie?
Kolosalne. Na każdej warstwie. Po pierwsze samo pisanie, warsztat, ale też dotykanie sedna – o tym już wspomniałam. Po drugie, pisałam najpierw melodie, teksty i dopiero potem robiliśmy produkcję. W przeszłości często tekst wynikał z produkcji. Nie zliczę, ile razy pisałam do już gotowych podkładów, często nagranych w studio. Teraz robię to tak jak to się powinno robić – czyli można powiedzieć, trochę odkrywam Amerykę. Ale lubię to odkrywanie. To ja jestem Kolumbem. Życie i tak jest nieustannym powtarzaniem i każdy sam musi dojść do sedna. Prawie nigdy nie dochodzi się do niego dzięki mądrości czy wglądom innych. (W każdym razie nie w sprawach dla siebie istotnych.) Pewnie dlatego świat wygląda, jak wygląda. Bo każdy musi zrobić swoje błędy. Choć inteligentniej byłoby ich nie robić, skoro wiadomo, dokąd statystycznie prowadzą. (śmiech). Trzeba się nauczyć oddychać do tego. To wszystko. Robię muzykę, patrzę, dokąd mnie prowadzi. Przy okazji robię porządki w sobie i patrzę, dokąd prowadzą one moją muzykę. I tak to się kręci.
Jak Twoja twórczość ewoluowała przez lata? Czy jest coś, co wciąż chcesz osiągnąć jako artystka?
Przez większość życia chciałam coś udowadniać. Teraz nie chcę, bo mi się nie chce. To jest ewolucja. Nie wynika to ze znudzenia ani wypalenia, a z głębokiego zrozumienia jak to wszystko działa. Chcę mieć słuchaczy, którzy przyjdą na koncerty, posłuchają muzyki i dadzą znać, że to ważne. Chcę dawać wsparcie ludziom, którzy chcą się ode mnie uczyć. Bo moja rola edukatorki w naturalny sposób wynika z mojego bycia artystką. Osiągnąć? Za dużo wiem o branży, bym miała tu złudzenia.
Co sądzisz o reakcjach swoich słuchaczy? Czy jest coś, co Cię szczególnie zaskoczyło w ich odbiorze Twojej muzyki?
Uczę się doceniania tego co mam. Ale w tym jestem kiepska. Zaskakuje mnie zawsze, że muzyka może robić tak dużo. To znaczy, wiem, że może, bo sama mam ulubione gatunki. Ale nie wiedziałam, że moja może. No tak, tu pewnie czytelnik z zapędami diagnostycznymi powie coś o niskim poczuciu wartości itd. Jestem z tym ok. Mówiłam wcześniej o sprzątaniu i byłam w tym szczera.
Jakie tematy przewijają się w tekstach na nadchodzącej płycie? Czy jest coś, co szczególnie Cię porusza w tym momencie?
„Rozczarowanie” jako efekt bycia zaczarowanym. Odczarowanie tego i droga do realności. Bardzo emocjonalna jest ta płyta, bardzo mnie porusza. Najnowszy singiel Bodyguard jest dla mnie bardzo ważny, bo wyznacza azymut, jakiego potrzebuje moja sztuka. Nie chcę dużo o tym gadać -niech każdy posłucha, a jak się poryczy jak ja, niech mi o tym napisze.
Wspomniałaś o planowanym zimowym press tourze. Jakie są Twoje plany na ten okres i gdzie będą mogli Cię spotkać Twoi fani?
Teraz mam trochę rozmów na antenie. Jedynka Polskiego Radia, Trójka, świetna audycja Adama Dobrzyńskiego – Tutti Frutti. Mało jest miejsc, gdzie można porozmawiać o muzyce i życiu bez zegarka odmierzającego czas co do sekundy. Nie jestem dobra w streszczenia.
Jakie muzyczne projekty i współprace najbardziej zapadły Ci w pamięć? Czy jest ktoś, z kim chciałabyś jeszcze pracować?
No właśnie to, co teraz się wydarzyło w studiu, to jakiś kosmos. To dokąd to poszło, jaka synergia się wytworzyła. Chcę tak właśnie grać, kontynuować to. Duży w tym udział Marka Dulewicza, który nagrał fenomenalne gitary na ten album. Sygnaturą tego wydawnictwa jest zderzenie świadomości i dusz, nie ma w tym odrobiny kalkulacji. Mówię o tym, bo to wcale nie jest oczywiste. Chcę ustawić to w prawidłowej kolejności. Najpierw dusza, która przemawia, potem jak to zrobić, żeby sprzedać, co ona powiedziała. Takie mam duchowe BHP.
Karolina Filarczyk
foto. Kamila Markiewicz-Lubańska





