[RELACJA] LemON jak wino – 10-lecie zespołu w Poznaniu

W niedzielę w jednej z hal MTP odbył się koncert z jubileuszowej trasy grupy LemON – „Żadnego końca świata dziś nie będzie. 10- lecie zespołu LemON”. Ponad dwugodzinny koncert uświetnili wyjątkowi goście – muzycy z pierwotnego składu bandu: Adam Horoszczak, Andrzej Olejnik oraz Piotr Budniak i specjalnie na tę okazję zaproszeni artyści – Mery Spolsky i Ralph Kaminski.

Najdłuższy koncert na jakim byłam

Wchodząc na salę koncertową wzrok przykuwała czarna płachta zakrywające scenę z nadrukiem mile kojarzącym się długoletnim fanom zespołu – TAKE WHAT YOU NEED pochodzące z teledysku do utworu „Nice”.

Zasłona spadając do intro „Starego filmu” spektakularnie rozpoczęła ten wieczór pełen emocji, wtedy jeszcze nie wiedziałam, że aż tylu! Gdy tylko ukazała się scena Igor wyrecytował epilog właśnie z wcześniej wspomnianego „Nice”:

Spójrz,

są TU wszyscy,

10 lat temu nie było nikogo.

I Ty, w mojej walce, stoisz przy mnie,

razem ze mną

Zespół rozpoczął wieczór serwując przybyłym największe hity, które z rozmachem zdobywały szczyty radiowych list przebojów – „Spójrz”, „Ake” czy „Jutro”. Wśród nich znalazło się też miejsce dla bardziej alternatywnych utworów tak jak „Wiej” czy „Fantasmagoria” ciesząc prawdziwych koneserów dziesięcioletniej twórczości grupy LemON, która charakteryzuje się właśnie tym, że obok radiowych hitów znajdziemy te bardziej wymagające. Wydając cztery albumy studyjne LemON dopracował do perfekcji tę sztukę łączenia i przenikania.


10 lat to szmat czasu, który mieszał ze sobą sukcesy i rozstania. Przez dekadę LemON tworzyło w sumie 10. muzyków, którzy swoją wrażliwością zmieniali i rozwijali na przestrzeni lat zespół. Największą gratką tej jubileuszowej trasy nie tyle jest możliwość usłyszenia utworów z przekroju całej twórczości grupy, ale obecność Adama (gitara), Andrzeja (skrzypce) i Budynia (perkusja) – muzyków, którzy wchodzili w pierwszy skład LemONa.

Muzycy razem z Igorem wykonali utwory, które kiedyś doprowadziły ich wspólnie do wygranej w Must Be The Music. Przepiękna, rozbudowana aranżacja „Litaj ptaszko” i „Dewiat” dosłownie wgniata w ziemię. O Igorze zawsze mówiło się, że posiada jeden z najciekawszych wokali w Polsce – ta trasa pokazuje, że talent trzeba pielęgnować, bo forma jaką zaprezentował w Poznaniu robi wrażenie.

Nie zabrakło również gestu jedności z walczącą Ukrainą i utworu, który znalazł się na debiutanckim albumie – „Bez Boju” autorstwa Okean Elzy, który Igor wykonał po ukraińsku w koszuli ludowej.


Urodzinowi goście

Co to za urodziny bez gości! W Poznaniu koncert uświetniły występy Mery Spolsky, która razem z Igorem wykonała energiczny utwór „UPS!” oraz Ralpha Kaminskiego, który dla odmiany wprowadził nieco nostalgii na salę wykonując poruszający utwór „PO”, pochodzący z czwartej płyty zespołu „TU”.

Z klucza niespodzianek uczestnicy koncertu mieli przyjemność usłyszeć przedpremierowo jeden z utworów – roboczo zatytułowany „Ptaki”, który być może znajdzie się na najnowszej płycie nad którą zespół obecnie pracuje.


Finał i wisienka na torcie

Jednym z moich ulubionych fragmentów koncertów LemONa, swoistą wisienką na tym urodzinowym torcie jest solo bębnów. Chociaż wielokrotnie miałam okazję widzieć jak Tomasz „Harry” Waldowski czaruje na perkusji, za każdym razem patrzę na niego jak zahipnotyzowana. Tylko on uderza pałeczkami w bębny z prędkością światła! Solo zawsze kończy się zabawą, gdy Harry rzuca publiczności rękawice, ta chętnie je podnosi i stara się naśladować oklaskami jego uderzenia bębna.

Koncert jubileuszowy nie mógł odbyć bez największych przebojów – czyli „Napraw”, „Wkręceni – Nie ufaj mi”, zaśpiewanego na tysiące gardeł z zapalonymi latarkami oraz bisowa „Scarlett”, która z mocnym przytupem zakończyła ten jeden z najdłuższych koncertów na jakich byłam. Fanom ciężko było pozwolić rozstać się z zespołem, więc po odśpiewaniu Solenizantom „Sto lat” grupa wróciła jeszcze na scenę.

Setlista koncertowa liczyła ponad 20 (!!) utworów tworząc ponad dwugodzinne show.


Dobrze się wraca na koncerty LemONa – LemON jest jak wino z małej prowansalskiej winnicy, z każdym rokiem bukiet smakowy się zmienia i dojrzewa polepszając jego smak. Porównując wspomnienia sprzed kilkunastu lat z tymi z niedzielnego koncertu dostrzegam milion różnic – przede wszystkim zmienił się skład zespołu a razem z tym i muzyka będzie inna, ale LemON zawsze był inny, każda ich nowa płyta nie przypominała poprzedniej. LemON tworzy tu i teraz przez co widać jak bardzo się zmienił przez te 10 lat, jak dojrzał i jego spojrzenie na różne sprawy się zmieniło. W tych milionach różnic wciąż dostrzegam to za co zawsze najbardziej ceniłam ten zespół – za prawdę na scenie, niezwykłe emocje, często bardzo skrajne, ale i niesamowicie potrzebne. Idzie nowe, trochę minęło od poprzedniej płyty, więc warto otworzyć umysł i wyczekiwać nowości, które miejmy nadzieję, już lada chwila!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.