„Wolę robić to, co mi gra w głowie” – ViNNiE JiNn w rozmowie z naczelną Muzykoholików

Z prawdziwym Muzykoholikiem rozmowa, to czysta przyjemność! Zapraszamy do lektury naszej rozmowy z człowiekiem, któremu dźwięki płyną w żyłach, a nuty stanowią podstawę diety CUD!

O inspiracjach, o nowych projektach… Jak to się wszystko zaczęło? Czy muzyka to intratne źródło pieniędzy? O tym wszystkim i nie tylko w naszym wywiadzie.

Karolina Filarczyk

ViNNiE JiNn

Muzyka to nie jest łatwy kawałek chleba. Co sprawiło, że mimo wszystko postanowiłeś związać się z nią na dobre i na złe?
Muzyka zawsze była i nadal jest przede wszystkim moją największą pasją, formą wyrażenia swoich emocji, relaksu i oczyszczenia duszy. Motywuje mnie też, że będzie dobrze, gdy mam gorsze momenty w życiu. Nie wyobrażam sobie życia bez tego. Budzę się przy muzyce i przy niej zasypiam. Nigdy jednak moim głównym celem nie było i nigdy nie będzie zarabianie na niej. Cała moja muzyka wraz z niewydanymi dotąd utworami jest zawsze dostępna na mojej stronie web (vinniejinn.com) i każdy może ją ściągnąć za darmo, posłuchać bezpośrednio w playerze na stronie lub jeśli ktoś zechce wesprzeć i docenić to, co robię, może ją kupić za cenę, jaką uzna za słuszne.
Pieniądze, (jeśli jakieś się z racji mojej twórczości pojawiają) są tylko tak jakby efektem ubocznym, lecz nie ukrywam, że bardzo przyjemnym, motywującym do działania i pozwalającym tworzyć muzykę w jeszcze lepszej jakości.
Jest to dość drogie hobby i można w nie ładować miliony bez końca. Nie jest to jednak niezbędne i można bez problemów tworzyć coś wyjątkowego bez dużych nakładów pieniędzy. To, co jednak pozwala mi zarabiać na chleb to mój własny biznes. Prowadzę od lat agencję PR i marketingu pomagającą w rozwoju firmom. Monetyzacja muzyki jest tylko dodatkiem do tego, lecz nie ukrywam, że tworzę jej tak dużo, że aż nie wypada jej jakoś sensowniej spieniężać, sprzedając innym twórcom, zamiast trzymać ją tylko dla siebie.
Jakby nie patrzeć jest to produkt, który wytwarzam w bardzo dużej ilości i nie zamierzam przestać. Dlatego też, od lat produkuję również sporadycznie muzykę do reklam, filmów czy produkuje bity dla innych muzyków. W Polsce utrzymanie się z samej muzyki to nie łatwe zadanie i trzeba mieć naprawdę sporo szczęścia oraz znać odpowiednich ludzi z branży. Jak w wielu aspektach biznesu, aby osiągnąć sukces, trzeba się często znaleźć w odpowiednim miejscu i czasie. Polska scena muzyczna to jest hermetyczny rynek, którego cały czas się uczę, tak naprawdę od podstaw, bo mieszkam tu dopiero od 4 lat. Gdy wróciłem po 11 latach z emigracji, Polska i to jak się tu funkcjonuje, jest dla mnie wbrew pozorom nowym doświadczeniem.

Od zawsze czułeś muzyczny zew w sobie?
Muzyka jest ze mną od dziecka. W moim domu rodzinnym miała ona duże znaczenie i słuchało się jej na co dzień, na taśmach szpulowych oraz winylach. Blues, polski big-beat, rock lat 60/70, jazz słuchany przez moją mamę, a następnie muzyka metalowa i początki muzyki elektronicznej oraz rapu słuchane przez moją siostrę i kuzynów myślę, że miały duży wpływ na moją osobowość muzyczną, jak i dalszą twórczość.
Będąc w podstawówce, byłem również uczniem szkoły muzycznej 1 stopnia, gdzie uczyłem się przez 4 lata grać na gitarze klasycznej i muszę się pochwalić, że byłem pierwszym w historii uczniem tej szkoły,… którego wyrzucili 
😉 W mojej głowie grało zawsze zbyt wiele różnych gatunków muzyki, co chyba słychać w tym, co tworzę. Zawsze ciężko mi było i nadal jest dostosowywać się do reguł i zasad oraz systemu, który piętnuje w pewnym sensie improwizację, samodzielne myślenie i stara się nas zamknąć w jakieś ramy, aby pokazać tylko jedną „właściwą drogę”.
Nigdy nie lubiłem odtwarzać cudzych utworów, a moje wewnętrzne ja krzyczy do teraz we mnie, aby tego nie robić. Szkoła muzyczna jednak na tym polega i ja to szanuję, ale to zdecydowanie nie dla mnie. Co ciekawe, ja dotąd nie potrafię zagrać z pamięci żadnego cudzego utworu. Oczywiście szanuję i rozumiem, jak cenne jest to dla praktykowania techniki i pamięci muzycznej, ale nigdy tego nie potrzebowałem, aby się spełniać muzycznie. Wolałem ten czas poświęcać zawsze na własną twórczość.

Jesteś muzykiem, tekściarzem, producentem… bo tak łatwej? Czy zwyczajnie nie masz zaufania do obcych, dotykających twojej twórczości?
Wbrew pozorom bardzo chętnie nawiązuje współpracę z różnymi artystami. Bardzo to cenię i lubię. Tworzenie muzyki wspólnie wyzwala jakąś kosmiczną i hipnotyczną energię, która jest jak dobry dla duszy narkotyk. Od czasu, gdy 2 lata temu rozpocząłem prace nad albumem z Agbe, a rok później z Klifordem moja twórczość weszła na inny poziom. Inspirujemy się wzajemnie i uzupełniamy perfekcyjnie. Nie stworzyłbym tych albumów bez motywacji i wsparcia oraz fascynacji tym, co robię bez nich. Na różnych etapach pracy nad danym utworem ich wkład liryczny i muzyczny jest dla mnie ogromną inspiracją.
Samemu wolę jednak pracować przy dopracowywaniu aranżacji, mixie i masteringu, bo wymaga to dużego skupienia z mojej strony i wchodzę wówczas w jakiś inny wymiar, w którym ciężko mi się połączyć z osobą obok. Tak mi jest dużo łatwiej pracować. Wiele razy jednak tworzyłem numery z innymi artystami, dogrywając swoje partie muzyczne do ich utworów czy oni do moich. Nie mam z tym problemu i zawsze jestem otwarty na takie współprace. Nie lubię jednak zbyt długo siedzieć i kombinować przy utworze i gdy druga strona zbyt dużo chce zmieniać i dąży do pozornej perfekcji. Bardzo mnie to zniechęca do działania i wiele razy odmawiam wówczas dalszej współpracy. Jakiś głos wewnątrz mówi mi zawsze: „Stop! Nie dłub w tym więcej, już jest dobrze” i ja temu głosowi ufam. Wiadomo, że zawsze można coś zrobić lepiej pod kątem finalnego brzmienia, lecz dla typowego słuchacza, który nie jest audiofilem, te niuanse będą i tak niezauważalne, ale oczywiście szanuję i rozumiem to, pewnego rodzaju, „zboczenie” producentów. Mnie osobiście to jednak hamuje i nie pozwala iść dalej. Tracę też wtedy trochę ten początkowy entuzjazm, wiec muszę zawsze skończyć utwór, dopóki on trwa.
Wiele starych albumów jest daleka od dzisiejszej sterylności słyszanej w muzyce i dla mnie właśnie to jest tym czymś, co ją wyróżnia od reszty i dodaje jej prawdziwości i duszy. Oczywiście nie oznacza to, że dziś nie ma super brzmiących produkcji. Jest ich masa. Ja po prostu bardzo lubię pewnego rodzaju „brud” w moich utworach, więc wolę je dopracowywać brzmieniowo sam. Kilka razy oddałem swoje utwory do finalnej obróbki innym, lecz nie mogłem tego słuchać, bo każdy ma inną wizję na mix utworu, więc finalnie zmienia jego brzmienie pod swój gust. Ja już nie czułem wówczas w tych utworach siebie. Nasze ucho jest bardzo subiektywne i w produkcji układa brzmienie muzyki pod swoje wyobrażenia i uczucia. Ja wolę jednak, aby to była moja subiektywna wizja utworu niż cudza.

ViNNiE JiNn / fot. mat. prasowe

Twoja muzyka to istne pomieszanie z poplątaniem, oczywiście w bardzo pozytywnym tego słowa znaczeniu!! Jadłeś z niejednego „muzycznego pieca”. Kto stanowi dla Ciebie największą inspirację? A jakiego gatunku muzyki na pewno nigdy nie posmakujesz?
Co być może ciekawe, nie inspirowałem się nigdy cudzą twórczością i zawsze wolałem kreować swój własny, eklektyczny styl muzyki. Mnie inspirują dźwięki, momenty oraz ludzie, którzy są przy mnie, gdy tworzę. Dany sample, uderzenie, akord, głos, dają mi wskazówkę, co powinno być następne. Nigdy tak naprawdę nie wiem, co powstanie na końcu i zawsze bardzo to mnie fascynuje, co z tego wyszło i serio nie wiem, jak do tego doszło. To pewnego rodzaju trans, w który wchodzę i wena steruje moimi ruchami. Można to porównać do malarstwa, pisania książek itp., gdzie każdy kolor, odcień farby czy słowo podpowiada Ci, co ma być następne. To naprawdę mistyczne przeżycie, które ciężko opisać i wydaje mi się, że nie do końca mam wbrew pozorom nad tym kontrolę. Jednak na różnych etapach mojego życia, różna muzyka towarzyszy mi mniej lub bardziej, co wprowadza mnie w pewien stan, który prawdopodobnie ma również podświadomie jakiś wpływ na moją twórczość. Ostatnio słucham dużo takich gatunków muzyki jak Jazz Rap, Grime, Jazz, Lo-Fi, Trip-Hop czy utwory do medytacji. Uwielbiam takich muzyków jak The Mouse Outfit, FKJ. Kiedyś bardzo dużo słuchałem produkcji ze stajni Ninja Tune, ale również dużo muzyki elektronicznej i drum and bass, jak The Chemical brothers, The Prodigy, LTJ Bukem, Dj Krush, Roni Size itp. Ja się właściwie zatrzymałem na muzyce z lat 90, więc jeśli artyści wracają jakoś do tych czasów, to bardzo mi się to podoba.
Właściwie wcale nie słucham polskiej muzyki i jest bardzo mało twórców, do których powracam. Są to raczej stare utwory takich zespołów jak Breakout, Illusion czy polski jazz lat 60-90. Bardzo mało słucham nowej muzyki, jaka jest popularna w naszym kraju, ale również i na świecie. Może to głupio zabrzmi, ale z racji tego, że dużo tworzę, słucham w głównej mierze tylko swojej muzyki, aby szukać w niej błędów i tego, co można poprawić. Mój brat zawsze mówi, że to chyba mój największy atut, bo właśnie dlatego ta muzyka, która tworzę, jest unikalna w stosunku do tego, co jest dostępne na współczesnym rynku muzycznym. Myślę, że coś w tym może być. Nie dążę nigdy do tego, by kogoś naśladować, tylko robię swoje i te dźwięki, które są w pewnym sensie głosem mojej duszy, podobają mi się najbardziej i najbardziej wpływają na moje emocje i dają mi inspiracje.
Gatunku muzyki, którego raczej nie stworzę nigdy to Disco Polo, ale również Trap i coś w stylu Tiesto, Avici lub innych tego typu artystów. Ale nie dlatego, że tego nie lubię czy nie słucham tylko, że chyba nie potrafię. Wiele razy próbowałem coś takiego stworzyć dla kogoś na zamówienie, ale zawsze finalnie wychodzi mi coś innego, daleko od tych styli muzyki. Wolę robić to, co mi gra w głowie, wychodzi mi naturalnie, a nie jest tworzone na siłę.

Oprócz regularnych piosenek zajmujesz się także tworzeniem motywów do filmów, reklam itp. Jak wgląda proces twórczy tego typu dźwięków?
To jest ciekawy, lecz pracochłonny proces i tu w dużej mierze ma wpływ obraz, który nadaje inspiracje do tego, w którym kierunek ma pójść tworzony utwór i jego klimat. Inna muzyka będzie uzupełniać zdjęcia natury, inna miasta, inna pozytywnej atmosfery, a inna negatywnej. Niektóre dźwięki natury nagrywam sam, lecz wykorzystuję też już gotowe paczki brzmień danych odgłosów czy atmosfer i dźwięków SFX, które następnie obrabiam po swojemu. Tworzenie takiej muzyki to również kompletnie inny proces niż produkcja własnej twórczości. Cokolwiek robisz na zamówienie, musi być na pewnych etapach weryfikowane przez kogoś, kto daje swoje uwagi. Muzykę trzeba dopasować do danych momentów w filmie, w zależności od tego, jak produkcja jest tworzona. Czasem jednak jest tak, że utwór w całości jest wykorzystywany bez dodatkowych zmian z mojej strony, bo obraz jest podkładany i synchronizowany z muzyką, właśnie pod dany kawałek.

Jesteś w permanentnym „ciągu” twórczym. Pochwal się, co ostatnio wyszło spod twoich skrzydeł i nad czym obecnie pracujesz.
To fakt, jestem dość produktywnym twórcą. Tworzeniem muzyki zajmuję się już ponad 25 lat, lecz pierwsze albumy stworzyłem ponad 10 lat temu. Średnio od tego czasu robię 2 nowe utwory tygodniowo. Głównie są to rozpoczęte pomysły na dane utwory, które nie zawsze są kończone. Mam już ponad 1000 produkcji, ale niewiele z nich wykorzystuję dla siebie, aby je dalej pchać. Mam jednak skończonego materiału gotowego do wydania na przynajmniej 10 LP.
Rok temu skończyłem album z bardzo utalentowaną polską wokalistką Agbe, mieszkającą w Kopenhadze, która co ciekawe jest dziś najpopularniejszą influencerką na całą Skandynawię. Poznałem ją poprzez Instagram kilka lat temu i bardzo się zaprzyjaźniliśmy, pomimo tego, że nigdy jej nie spotkałem na żywo. Co ciekawe, kilka razy już mi się udało nawiązać współpracę z innymi artystami poprzez ten portal.
Z Agbe wydaliśmy rok temu Single o tytule Tekilla (http://bit.ly/Tekilla), jako zajawka planowanego albumu. Na samym Tik Toku, gdzie Agbe jest bardzo aktywna, ten numer odsłuchano i wykorzystano ponad 30 milionów razy, a klip do tego numeru w tydzień bez większej promocji obejrzało ponad 15K osób. Dla nas to taki mały sukces i dobry znak. Pomimo jednak sporej ilości odtworzeń, z racji źle dobranych mediów, których nie można było właściwie zmonetyzować, zarobiliśmy na tym utworze niewiele. Stwierdziliśmy więc, że trzeba ten album jakoś inaczej rozegrać promocyjnie, bo ma za duży potencjał na sukces. Ten album jest to połączenie muzyki EDM, Drum And Bass czy Big Beat z dodatkiem moich improwizowanych gitar i sekcji klawiszowych, a to wszystko udekorowane naszymi wokalami. Album jest w klimacie muzyki elektronicznej z lat 90, całkowicie po angielsku, bo jest kierowany na rynek globalny. Wydamy go jednak oficjalnie, jak będzie na to odpowiedni moment i pomysł na jego właściwą promocję. Wiele utworów z niego jednak już dziś można posłuchać lub zakupić tylko na mojej stronie web (vinniejinn.com)
Drugi projekt o nazwie Klif n Jinn, który od roku tworzę spontanicznie, z moim serdecznym przyjacielem Klifordem aka Eferaz, jest bardziej aktualny i już zaczęliśmy pomału jego promocję. Na Soundcloud (https://soundcloud.com/vinniejinn/sets/klif-n-jinn) wrzuciliśmy jako zajawkę wybrane 9 utworów, z ponad 40, jakie stworzyliśmy do tej pory. Mamy już materiału na kilka lat do przodu i co tydzień dochodzi więcej do wyboru 😉 Od ponad roku spotykamy się co najmniej raz w tygodniu u mnie w studiu, aby porobić razem muzykę i zawsze z tego wychodzi z tego, co najmniej 1 skończony utwór. Najciekawszy jednak w tym projekcie jest sam proces twórczy, który jest nagraniem na żywo właściwie danego momentu, w którym się spotykamy. Utwory są tworzone na żywo, sekcje instrumentalne są grane na „setkę” i całkowicie improwizowane, a same teksty śpiewane i rapowane na Freestyle. Bardzo rzadko zdarza nam się napisać tekst. Michał/Eferaz jest wspaniałym tekściarzem, ale jego teksty wymyślane pod wpływem chwili mają w sobie coś mistycznego i na maxa prawdziwego. Dla mnie jest to mistrz i bardzo doceniam naszą współpracę. Mega się rozumiemy, jeśli chodzi o tworzenie i uzupełniamy wzajemnie. Czasem jest tak, że on gra jedną ręką na klawiszach, a ja drugą, lub jedno słowo pod wpływem momentu wymawia on, a dodaje kolejne ja i z tego wychodzą jakieś czary 😉
Te utwory mogą się wydawać niedopracowane i w wielu przypadkach takie są, jeśli chodzi o jakość nagrań wokali, ale trzeba pamiętać, że są one nagrane na żywo i w pełni improwizowane. Nie oznacza to jednak, że nie ma tam sensu w tekstach, a wręcz przeciwnie, jest tam dużo metoforycznych przekazów i komentarzy do tego, co się wokół nas dzieje i jak powinniśmy sobie z tym radzić. Dla mnie ten projekt to czysty meta modernizm i eklektyzm muzyczny, jeśli chodzi o styl. To taka poezja improwizowana i osobiście nigdy nie słyszałem nic podobnego. Sama muzyka natomiast to taki mix jazzu, rapu, bluesa, muzyki elektronicznej, etnicznej i filmowej. Ale trzeba posłuchać samemu, aby to jakoś określić. Mnie ta muzyka osobiście hipnotyzuje i przenosi w jakiś inny wymiar. Ciężko to opisać słowami.

Sytuacja, jaka jest, każdy widzi… dla jednych to przysłowiowy gwóźdź do trumny, dla innych idealna okazja na błysnąć i pokazać się światu. Ty, w której grupie jesteś?
Ja w głównej mierze muzycznie promuję moją muzykę online, a najwięcej słuchaczy mam z USA. W Polsce jeszcze mnie tak nie znają, bo jestem tu dopiero od 4 lat i nie promowałem się nigdy na tutejszy rynek. Nie grałem też do tej pory moich ostatnich albumów na żywo, bo nie było jak z powodu lockdown’ów. Czuję jednak, że 2021 będzie dla mnie Kliforda i Agbe przełomowy, jeśli chodzi o rozpoznawalność w Polsce.
Nasza muzyka jest gotowa na to, aby ją pokazać innym. Mi jednak zależy głównie na rynku globalnym i chciałbym dotrzeć i zainspirować moją muzyką do postrzegania pozytywnie życia jak najwięcej ludzi na świecie. Sam chcę być takim Jinnem, który muzyką zahipnotyzuje i przeteleportuje słuchacza w inny wymiar, gdzie odczaruje jego smutki, strachy i żale do całego świata. 😉

Rok 2020 dobiega końca. Jak podsumowałbyś go z perspektywy twoich zajętości?
To był bardzo intensywny rok, pełen zmian w moim życiu zawodowym, prywatnym i artystycznym. A kolejny zapowiada się jeszcze ciekawiej i wiem, że będzie kontynuacją i dopięciem marzeń i celów, jakie zacząłem realizować w 2020. Gdy jesteśmy w kryzysie, nasza kreatywność i naturalny instynkt przetrwania potrafią być najlepszym bodźcem do działania, kreacji nowych rzeczy i odbicia się od dna. Kluczem jest dobrze wykorzystać ten pęd i to, co podsuwa nam Karma. Najbardziej doceniam i cieszę się z tego, jak wartościowych ludzi mam teraz wokół siebie i to mi daje pewność, że dam radę zawsze, pomimo wszelkich trudności i pułapek, jakie na nas czyhają za rogiem.

Na koniec mała prośba… Nasz portal stara się pomagać młodym-gniewnym, którzy śnią o wielkiej karierze. Jakiej dobrej rady udzieliłbyś wszystkim tym, którzy dopiero stoją na linii „START” swojej kariery?
Uważam, że nie warto się koncertować tylko na pieniądzach, bo to niszczy dla mnie sens artystyczny tego, co się tworzy. Znam wiele przypadków, gdy muzycy z potencjałem przestali tworzyć, bo im się to „nie opłacało” finansowo. Traktowali to, jak zawód i tworzyli tym samym produkty bez duszy. To moim zdaniem różni rzemieślników od artystów. Tracimy często przez to też swoją indywidualność i prawdziwość, gdy staramy się naśladować innych artystów. Gdy jednak jesteśmy bardzo produktywni artystycznie, warto znaleźć sobie dobrego managera z branży muzycznej, który zajmie się za nas kwestiami promocji, a samemu zając się tworzeniem. W taki sposób osiągnęły sukces największe gwiazdy w branży muzycznej na świecie. Jest jednak na naszym rynku to ogromna nisza i praktycznie nie ma takich osób na rynku pracy. Tak naprawdę muzyka to tylko kwestia gustu i każda, nawet najbardziej niszowa muzyka może znaleźć swoją grupę „superfanów”, którzy kupią i będą śledzić każde kolejne produkcje. To wszystko kwestia szczegółowej analizy i odpowiedniej promocji do starannie wybranej grupy docelowej. Na to jednak często trzeba mieć również spory budżet, wiec, jeśli go nie masz, będziesz musiał zainwestować swój czas w zdobycie wiedzy w zakresie marketingu, budowaniu relacji z odpowiednimi ludźmi z branży, oraz w umiejętności sprzedaży muzyki. I niestety jest to często bariera nie do przejścia dla wielu twórców. Na pewno bardzo ważne jest, aby cały czas coś tworzyć nowego, po to by mieć w przyszłości, z czego wybierać. Czasem wystarczy jeden utwór wsparty szczęściem i odpowiednim momentem w życiu, aby zostać zauważonym i finalnie na tym sporo zarobić. Aby zostać zauważonym potrzeba jednak dużo wytrwałości, pracy i cierpliwości. Zaufajcie swojej pasji i nie przestawajcie tworzyć, to pozwoli wam zostać prawdziwym i pomoże osiągnąć swoje cele i marzenia.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.