Ania Hamela: „Tworzę i działam po swojemu, tak jak czuję”

Ania Hamela to wszechstronnie utalentowana artystka. Całkiem niedawno ukazała się jej kolejna płyta „Marshal”.

Zapraszamy do lektury naszej rozmowy z Anią. Dowiecie się z niej jak zaczęła się jej historia z muzyką. Czy wyłącznie ona jest jej pasją? Porozmawiamy także o najnowszym albumie i przyszłości, która przecież dla wszystkich jest bardzo istotna.

Karolina Filarczyk

Ania Hamela

Wokalistka, malarka, kompozytorka. Artystka przez duże „A”! Sztuka była od zawsze w tobie, czy ktoś musiał ją z ciebie „wyciągać”?

Dziękuję za tę artystkę przez duże „A”. Im rzadziej o sobie tak myślę, tym częściej o sobie tak słyszę. To też jest w porządku. 😊 Sztuka przyszła wraz z wrażliwością. Tę drugą odkryłam bardzo wcześnie, przyglądając się przyrodzie, zmieniającym się porom roku, słuchając dźwięków natury. Potem przyszła muzyka, ta z radia w kuchni. Zauważyłam, że dosyć szybko zapamiętywałam i potrafiłam odtworzyć melodie — ale tylko te ładne 🙂 Lubiłam pisać opowiadania i wiersze. Pisałam pamiętniki. Bardzo dużo pamiętników. Malowanie farbami nigdy mi specjalnie dobrze nie wychodziło. Pamiętam, że jako dziecko, byłam czasem z tego powodu poirytowana. (A dzisiaj mam zamówienia na obrazy już na przyszły rok!). Za to dobrze wychodziło mi rozśmieszanie rówieśników. Lubiłam sport i książki. W śpiewaniu czułam i widziałam swój potencjał, może nawet talent. Na pewno marzyłam o tym, aby dzielić się muzyką z innymi.

Twój wizerunek nie tylko sceniczny jest bardzo dynamiczny. Kolory, wzory – kompletnie nie pasujesz do „gwiazd” polskiej sceny. Te „pawie pióra”, które przywdziewasz to prawdziwa ty, czy tylko kostium zakładany na scenę?

Odkąd pamiętam, byłam bardzo dynamiczna. Dokuczano mi z tego powodu. Niełatwo jest okiełznać swój ogień 🙂 Dużo biegałam, tenis stołowy (zresztą gram do dzisiaj); piłka nożna, rolki, rower, pływanie itd.

Kocham sport całym sercem. Od 19 lat ćwiczę Rytuały Tybetańskie, którymi dzielę się na prowadzonych przeze mnie warsztatach. Wiem, jak ważny jest ruch w życiu każdego człowieka. Mnie daje witalność i świeżość. Kształtuje mój charakter, uczy dyscypliny; wzmacnia odwagę i dodaje wiary we własną moc. Nie mam poczucia, że muszę pasować do jakiejkolwiek sceny. Tworzę i działam po swojemu, tak jak czuję. Na scenie jestem tym, kim staję się w życiu. To niekończący się proces. Nie miałabym chyba odwagi założyć piór na koncert, by udawać Szamankę, która głosi dobrą nowinę. Jakakolwiek gra, w moim przypadku nie sprawdza się. Postawiłam na naturalność; na bycie sobą. Tak ważne jest, aby robić to, co się kocha i kochać to co się robi. Tego nam wszystkim życzę.

Polacy to naród, który z tolerancją ma niewiele wspólnego. Zmienia się to, ale do poziomu zadowalającego jeszcze długa droga. Ty i twój image często spotyka się z negatywnymi emocjami ze strony innych ludzi?

Polacy to wrażliwi ludzie, z trudną historią za sobą. Uważam, że pod wieloma względami jest coraz lepiej, często nawet nieźle :). Droga do tolerancji, do mądrości, bywa długa i wyboista. Nie każdy lubi rollercoaster. Bardzo rzadko spotykam się z niezrozumieniem tego co robię i w jaki sposób to robię. Wiem, że jeśli wniosę do swojego życia jakość, wniosę ją również do swojej twórczości.

„Taga Tunga” i „Hora Hora” to utwory promujące płytę „Marshal”, która właśnie się ukazała, Jak powstał język Marshal, w którym on został zaprezentowany?

Oprócz przekazów, które dostaję w formie obrazów, które z kolei potem przenoszę na płótno, przychodzą do mnie również dźwięki i teksty do książki. W przypadku płyty Marshal, przychodziły do mnie dźwięki i sylaby. Bardzo pierwotne, zaskakujące, ale proste i łatwe do zapamiętania. Nagrywałam je natychmiast na dyktafon, bez jakiejkolwiek analizy. Wyjątkiem była pierwsza piosenka, którą usłyszałam — Szamanka. Byłam jak zaczarowana, gdy do mnie przyszła, a potem przez miesiąc nie mogłam się jej nauczyć na pamięć. A odpowiadając na Twoje pytanie, jak powstał ten język? Po prostu niczego, co do mnie przyszło – nie zmieniałam.

Klip do piosenki od razu nasuwa mi skojarzenia z Indianami, Matką Naturą… bardzo się mylę? Co chciałaś pokazać tym obrazem?

Nie mylisz się ani trochę. Cieszę się, że tak to odebrałaś. „Taga Tunga” to opowieść o Szamance, która jest głosem natury. Mówi nam o tym, dokąd zmierza świat. Zwraca uwagę na szacunek do przyrody. Prosi o dobro i łagodność dla niej, czyli też dla nas samych. Gdyby tylko od drzew uczyć się cierpliwości i ciszy, jako ludzkość bylibyśmy w zupełnie innym miejscu pod względem świadomości. Chociaż to jedno… a przecież zdecydowanie więcej możemy się nauczyć od natury, by właściwie i dobrze żyć.

Nowa płyta jest osadzona wyłącznie w takich klimatach, czy dajesz się przypomnieć swoim słuchaczom z kompozycji, z których doskonale Cię znają?

Dosyć często jestem proszona o koncerty w klimacie Paryża. Wciąż bardzo chętnie śpiewam po francusku, po hiszpańsku, a także po polsku, głównie piosenki z mojej autorskiej płyty Światło. Najczęściej jednak śpiewam wszystko to, do czego serce mi bije. Ostatnio na fali jest Marshal i życzę mu jak najlepiej.

Gdybyś miała opisać idealnego adresata twojego najnowszego albumu, to kto nim by był?

Idealnym adresatem jest każdy człowiek na tej Planecie. W świecie pełnym wszystkiego w atomowych ilościach nie warto się ścigać już z nikim. W obecnych czasach funkcjonuje zasada konkurencji i współzawodnictwa. To się nie sprawdziło. Obudziliśmy się w nocniku, teraz potrzebujemy z niego wyjść. Świat oparty na współpracy, wspieraniu się i mądrości w zarządzaniu własną energią ma przyszłość. Idealnym adresatem jest każdy, kto ma otwarty umysł, każdy, kto ma otwarte serce. Każdy. Widziałam na swoich koncertach śpiewające Marshala dzieci, śpiewających uśmiechniętych, dorosłych ludzi. Myślę że Marshal jest jak Słońce, dla wszystkich.

Po premierze płyty przyjdzie czas na odsłuchy na żywo?

Zdecydowanie tak! Z największą radością. Zapraszam wszystkich na moje koncerty. Z Marshalem jeżdżę po Polsce zbierając materiał na Marshala 2 🙂
Dziękuję Ci serdecznie za wszystkie pytania.
To była bardzo miła podróż w głąb siebie. Życzę powodzenia we wszystkim.

One Comment

  1. Marzena

    Ania jest cała Muzyką, która mnie porusza, urzeka i we mnie brzmi. Autentyczność w każdym calu. Dziękuję Ci Aniu :* Wznoś nas coraz wyżej.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.