Deriglasoff & Nawrocki zagościł w łódzkiej Woolturze

Na hasło Deriglasoff uszy podnoszą mi się do góry. To przecież kawał historii polskiego rocka: Dzieci kpt. Klossa, Apteka, Kury, Homo twist, Pudelsi, KNŻ, duet Deriglasoff – Jakubik, Cyrk Deriglasoff). Uwielbiam wszystkie te projekty. Jego ostatnia wizyta w deszczowej Łodzi na festiwalu Songwriter z zespołem Cyrk Deriglasoff była tak rewelacyjna i uzdrawiająca, że facet odłożył na bok kule i zaczął tańczyć, a pod sceną był tłum ludzi co świadczy o klasie wykonawcy zważywszy na pogodę. Dlatego byłem bardzo ciekaw co wydarzy się w Klubie Wooltura w Łodzi w sobotni letni wieczór dwudziestego piątego lipca.

Wiedziałem, że na pewno nie mogę tego przegapić. Olaf Deriglasoff wystąpić miał w duecie z Grzegorzem Nawrockim kojarzonym najbardziej z zespołu Kobiety, ale na scenie zespół zaistniał jako tercet dzięki gitarzyście Cyrku Grzegorzowi Wienckowi, który o tym, że koncertuje w Łodzi dowiedział się trzy godziny przed wyjazdem. Na szczęście na scenie nie było tego słychać. W klubie było kameralnie , rodzinnie i ciepło mimo pandemicznych obostrzeń, zachowanych między uczestnikami odległości czuło się bliskość i to, że nikt przypadkowy się na koncercie nie pojawił. Nie przeszkadzała nawet odgradzająca muzyków od publiczności plastykowa płyta, chyba przez niektórych nawet nie zauważona. Panowie prowadzili luźną konferansjerkę przybliżając fanom swoje piosenki, opowiadając historie z życia: o męskiej przyjaźni, miłości, rodzinie, szacunku i przywiązaniu do morza, przygodach koncertowych, a nawet zademonstrowali lekką parodię Tymona Tymańskiego – do tego swoje kompozycje osadzali w czasie. Ze sceny zabrzmiały śmiało można powiedzieć same hity na przemian to Deriglasoffa, to Nawrockiego: Wieloryb, Sopocka plaża, Fałszywe wschody, Baba gada do dziada, Jesienna deprecha (w wersji cygańskiej – jak zapowiedział autor), Pif paf, Szuwary, Emeryten party i wiele innych. Dopiero na koniec koncertu pojawił się Totalny syf, ale tylko dlatego, że taki tytuł miał punkowy utwór o tym tytule (chyba nowy) . Śmiało można powiedzieć, że na scenie spotkali się trzej wirtuozi gitary. Był to dla mnie kolejny „Produkt” (tytuł dawnej płyty Deriglasoffa), który potwierdził, że Olaf Deriglasoff to marka na naszej scenie muzycznej, a jego koncerty na bardzo długo pozostają w pamięci, sercu i duszy. Na pewno też wrócę po tym koncercie do płyt zespołu Kobiety, którego chyba trochę nie doceniłem. To był miło spędzony wieczór do czego przyczyniła się też obsługa klubu. Jako fan muzyki i muzykoholik czułem się dopieszczony i tylko jako fotograf cierpiałem, bo robić foto-relację przy niebiesko-czerwonym oświetleniu nie jest łatwo, ale przecież jeszcze się taki nie narodził, kto by wszystkim dogodził.

BiP


One Comment

  1. Krzysztof Sahara

    Serdecznie dziękuję za opis !. opowieści o męskiej przyjaźni. miałem okazję wysłuchać ich kiedyś w Łysym Pingwinie. Było podobnie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *