Czy muzyka, która z założenia nie jest „niezbędna”, może mieć ogromne znaczenie w trudnych czasach? Non-Essential Workers, międzynarodowy kolektyw muzyczny, który zadebiutował EP-ką „First Shift”, pokazuje, jak dźwięki mogą być odbiciem współczesnej rzeczywistości, pełnej obrazów i emocji. W rozmowie odkrywają kulisy swojej twórczości, inspiracje oraz wyzwania, jakie niesie ze sobą współpraca w wielokulturowym składzie
Skąd wzięła się nazwa „Non-Essential Workers”? Co ona dla Was oznacza?
Zaczęliśmy grać w obecnym składzie zaraz na początku pandemii. Wtedy 'non-essential workers’ było zwrotem dosyć często powtarzanym w amerykańskiej przestrzeni publicznej, i oznaczało pracowników zawodów „nie niezbędnych” dla funkcjonowania kraju. Oparliśmy na tym trochę swoją zespołową tożsamość, bo muzycy są właśnie takimi „nie niezbędnymi” pracownikami w rozumieniu funkcjonowania państwa, ale jednak, jak się okazało podczas pandemii, bardzo przydatnymi w trudnych czasach, dającymi ludziom trochę otuchy dzięki muzyce którą tworzą.
Jakie były główne inspiracje przy tworzeniu EP First Shift? Czy jest to konceptualna opowieść, czy raczej zbiór luźniejszych refleksji?
Istnieją elementy, które łączą utwory zarówno muzycznie, jak i lirycznie, jednak w żaden sposób nie jest to dzieło koncepcyjne.
Jako międzynarodowy kolektyw (USA/UK/PL), jakie wyzwania wiążą się z pracą nad wspólnymi projektami na odległość? Jak udaje się Wam utrzymać spójność artystyczną?
Nazywamy się międzynarodowym kolektywem bo współpracujemy i chcemy współpracować w przyszłości z osobami z różnych krajów, natomiast na razie mieliśmy to szczęście że wszyscy byliśmy na miejscu w Krakowie, bo współpracowaliśmy z expatami mieszkającymi tutaj na stałe. Znaliśmy się od dłuższego już czasu, więc wyzwania jak zachować spójność artystyczną współpracując z obcymi osobami dopiero przed nami.
Wasza twórczość łączy elementy wizualne z muzycznymi. Jakie emocje i obrazy towarzyszyły powstawaniu First Shift?
Sposób, w jaki opisujemy naszą muzykę, to „syntetyzowany dźwięk naszej rzeczywistości”.
W dzisiejszych czasach przetwarzamy ogromne ilości obrazów i wydarzeń, wszystko to dzieje się z prędkością światła. Nasze inspiracje są bardzo szerokie – od memów z mediów społecznościowych, przez wieczorne wiadomości aż do wspaniałych produkcji filmowych.
Jakie macie plany na przyszłość? Możemy spodziewać się kolejnych wydawnictw lub nowych eksperymentów muzycznych?
2025 będzie na pewno rokiem koncertów, będzie również rokiem nowej EP-ki. 28 marca ukazuje się nasz pierwszy singiel z nowego wydawnictwa, który nagraliśmy razem ze świetną artystką o pseudonimie Namena Lala – koniecznie sprawdźcie jej twórczość!
Jakie były reakcje na Wasze pierwsze wydawnictwa, i co zaskoczyło Was w odbiorze publiczności?
Reakcje jak na razie były zaskakująco pozytywne, chyba możemy powiedzieć że nie spodziewaliśmy się tego. Wciąż wydaje nam się że to materiał raczej niszowy, niespecjalnie nadający się do radia, a na pewno nie do porannej audycji. Do tej pory nasza działalność koncertowa była bardzo uboga z racji tego że nie mieliśmy wystarczająco dużo materiału, więc zaskoczenia jeśli chodzi o odbiór publiczności dopiero przed nami.
Kto z członków zespołu jest odpowiedzialny za główny proces twórczy – kompozycję muzyki, produkcję czy wizualizacje? Jak wygląda Wasza współpraca?
Trzonem zespołu są 3 osoby i w takiej konfiguracji gramy próby i tworzymy muzykę. Proces wygląda różnie – czasami po prostu improwizujemy i z tego rodzą się pomysły na utwory, czasami jeden z nas przynosi jakiś pomysł na próbę i jeśli reszcie się spodoba, pracujemy nad nim. Oczywiście mamy też swoje „specjalizacje” – jeden z nas jest tekściarzem i wymyśla większość melodii, drugi specjalizuje się bardziej w beatach i produkcji, trzeciego kręci najbardziej sound design. Dzieci temu dosyć efektywnie się uzupełniamy.
Wasze brzmienie oscyluje wokół muzyki elektronicznej. Czy w przyszłości planujecie eksperymentować z innymi gatunkami lub technikami?
Absolutnie. W najbliższej dekadzie spodziewajcie się albumu w stylu country 🙂
W jakim stopniu Wasze pochodzenie (USA, UK, Polska) wpływa na Waszą muzykę? Czy różnice kulturowe mają swoje odbicie w dźwiękach, które tworzycie?
Dystans sprawia, że sztuka staje się silniejsza. Doświadczenie imigranta i perspektywa outsidera, który patrzy z zewnątrz, są ważnymi elementami narracji, które wplątujemy w naszą muzykę. Myślimy globalnie, ale działamy lokalnie.
Wasza muzyka jest opisana jako „sztuka dźwiękowa dla wszystkich”. Co to dla Was dokładnie oznacza i jakie emocje chcecie wzbudzić u słuchaczy?
Jest trochę tematów które nas ciekawią / frustrują / zaskakują w dzisiejszym świecie. Nośnikiem przemyśleń na te tematy jest zawsze tekst, a muzyka tłem – czasem kojącym, czasem nostalgicznym, czasem trochę niewygodnym. Chcielibyśmy wzbudzać całą paletę emocji u słuchaczy, łącznie z tymi nie do końca komfortowymi. Dla nas najbardziej wartościowa muzyka to właśnie taka koło której nie przechodzi się obojętnie, z różnych względów, nie zawsze tylko tych pozytywnych. Chcielibyśmy, żeby z naszą muzyką było podobnie – żeby skłaniała do przemyśleń i przeżywania różnych emocji. A mówiąc „sztuka dźwiękowa dla wszystkich” chodzi nam o to, że nie czujemy się ekskluzywni, chcemy trafiać do wszystkich słuchaczy bez wyjątku, nie ważne w jakim są wieku, jakiej płci czy jakie mają poglądy.
Czy macie jakieś szczególne wspomnienia z koncertów lub wydarzeń, które zapadły Wam w pamięć?
Na pewno nie zapomnimy naszego pierwszego występu na żywo dla przyjaciół i rodziny. Oglądanie, jak nasze dzieci tańczą i śpiewają do tej dziwnej odmiany indie elektroniki było zarówno stresujące, jak i niesamowicie satysfakcjonujące.
Na koniec – co chcielibyście przekazać swojemu publiczności, słuchaczom, którzy jeszcze Was nie odkryli?
Na pewno zachęcamy do słuchania naszej muzyki – dostępnej na wszystkich platformach streamingowych. Z kolei nasze konta na Instagramie czy Facebooku warto obserwować żeby nie przegapić koncertu. Nie możemy się doczekać na spotkanie z wami, czy to w przestrzeni internetowej czy realnie na koncercie.





