Krótko i na temat z… #9 | Cały na Czarno

Maciej Zadykowicz to artysta pełną gębą. Aktor, autor tekstów, wokalista, kompozytor. „Kosmoz”, ep-ka, która swoją premierę miała zaledwie kilka dni temu, doskonale pokazuje, jak wszechstronny on jest.


„Krótko i na temat z…” tym razem w dziewiątej odsłonie o tym, jak powstał projekt „Cały na Czarno”, czym jest tytułowy Kosmoz, a także jak się żyje artystom w dobie COVID-19.

Karolina Filarczyk

Maciej Zadykowicz

Aktor, wokalista, songwriter. Kiedy poczułeś, że to właśnie muzyka będzie twoim motorem napędowym?

Kiedy miałem 6 lat rodzice zapisali mnie na lekcję pianina, więc z muzyką jestem związany od dziecka. Grałem trochę na pianinie, później na akordeonie, a następnie zacząłem śpiewać i grać na gitarze akustycznej. Śpiewanie sprawiało mi największą radość i w tym kierunku chciałem się rozwijać. Miałem mniej więcej 14 lat, a pierwsze projekty utworów (gitara, wokal, tekst) napisałem w wieku 16 lat. Grałem też wtedy w piłkę nożną i to były moje dwie największe pasje. Mimo że muzyka była nieodłącznym elementem mojego życia, to jednak dopiero w czasach nauki w Studium Wokalno – Aktorskim w Białymstoku chyba na 2 roku poczułem, że to jest to i że chce się temu poświęcić w całości.



Na koncie masz już współpracę w zespole. Teraz postanowiłeś pracować na własny rachunek. Jak powstał “Cały na Czarno”?

Cały na czarno przyszedł w procesie rozwoju. Zacząłem zgłębiać tajniki produkcji muzyki, kupiłem sprzęt umożliwiający mi nagrywanie i tworzenie bardziej zaawansowanych utworów. Zacząłem w muzyce słuchać innych instrumentów, analizować jak grają. Z czasem nauczyłem się jak układać instrumenty perkusyjne, basowe, klawiszowe, żeby miały swoje miejsce. Przestałem być „tylko” wokalistą. Czułem wolność i mogłem nagrywać to, co uważałem za słuszne, bez kompromisów. Wtedy ruszyłem z projektem Cały na czarno. Byłem gotowy, żeby działać solo. Pierwsze social media sygnowane Cały na czarno odpaliłem 3 lata temu.

“KosmoZ”, to kompilacja 5 nietuzinkowych utworów zarówno pod względem muzycznym, jak i lirycznym. Jak one powstawały? Czym się inspirowałaś podczas ich tworzenia?

Jak to powiedziała kiedyś Wisława Szymborska „życie pisze najbardziej oryginalne, najbardziej komiczne, a jednocześnie najbardziej dramatyczne scenariusze”. Zgadzam się z tym w 100%. Ja czerpałem inspiracje z tego, co się działo dookoła mnie z tego, co czułem w pewnych sytuacjach, z którymi przyszło mi się zmierzyć. Stąd też sam tytuł KosmoZ. Wszystko, co nas otacza to kosmos, tworzymy go wkoło siebie, jednak ma on wpływ również na innych, ponieważ jesteśmy od siebie zależni. Muzycznie nie inspirowałem się żadną konkretną muzyką/zespołem. Po prostu tworzyłem i łączyłem ze sobą dźwięki tak, żebym mógł w pełni przekazać emocje, które towarzyszą danemu utworowi. Nie stosowałem się nawet specjalnie do określonej formy piosenki, która powinna mieć zwrotkę, refren, zwrotkę refren I ewentualnie jakiś bridge. Jedynie w numerze Sprinterzy jest to zachowane. Nie miało to dla mnie specjalnie znaczenia przy tych kompozycjach, najważniejszy był przekaz.



Ep-kę wydałeś własnym sumptem. Niezależność, czy siła wyższa?

Ten album nie jest łatwy i nie jest komercyjnym przedsięwzięciem. Od początku wiedziałem, że jeśli chce go wydać w takiej formie, to będę musiał zrobić to sam. Mam świadomość, że nie ma na nim „radiowych przebojów”, bo tak też został skonstruowany, więc większe wytwórnie nie będą nim zainteresowane. Gdybym mógł wydać go pod wytwórnią w takiej formie, w jakiej jest, to pewnie bym się zgodził, bo dlaczego nie jeżeli natomiast wytwórnia powiedziałby mi: „Słuchaj, wydamy Twoją płytę, ale masz tu nasze piosenki i musisz tylko zaśpiewać”, to już nie. Stworzyłem coś i chciałem to oddać słuchaczowi bez kompromisów.

Covid przewrócił nasze małe światy do góry nogami. W tej sytuacji snujesz jakieś plany na przyszłość? Jak sobie radzisz w zamknięciu?

Nigdy nie wybiegałem w przyszłość za daleko, bo już nie raz widziałem, jak w ciągu jednego dnia wszystko może się zmienić o 180 stopni, a na tę chwilę nie da się przewidzieć, jak to się wszystko dalej potoczy i kiedy się skończy. Nie mogę się na pewno doczekać, kiedy wrócę na scenę i będę mógł w końcu pograć dla Was na żywo. Tworzenie, tworzeniem, ale to właśnie koncerty sprawiają mi największą radość. W zamknięciu radzę sobie chyba całkiem nieźle. Piszę nowe utwory, oglądam seriale oraz programy dokumentalne, uczę się gotować nowe dania, czytam, a więc chyba podobnie jak większość, staram się ten czas spożytkować na to, co się da. Staram się też nie martwić rzeczami, na które nie mam wpływu, więc cierpliwie czekam, aż wszystko się unormuje.

Karolina Filarczyk

Redaktor Naczelna --- Z Muzykoholikami związana na zawsze! Co tu robię? Spełniam marzenia! Wywiady, relacje, recenzje... pełen serwis! ---

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *