Kudelski: “Moim celem zawsze było zaangażowanie w proces powstania nowej autorskiej muzyki”

Kiedy zasiadasz do nowej muzyki, twoje odczucia są różne. Nasza redakcja, słuchając albumu „Call The Distant” Kudelskiego poczuła coś wyjątkowego…

Tomasz Kudelski to artysta wielu talentów. Muzykę czuje wieloma zmysłami i to doskonale tutaj słuchać. Jakie były jego początki, jako muzyka. Jaki był pomysł i proces realizacji? O tym i nie tylko przeczytacie z naszego wywiadu.


? Kiedy mały Tomek podjął decyzję, żeby wziąć pałeczki i grać na perkusji?

Wszystko zaczęło się od tego, że mama kupiła dla mojego młodszego rodzeństwa przedszkolny zestaw bębenków i tamburinów pewnie latem 1989 r. Oni się tym nie zainteresowali, a ja rozkładałem je na łóżku i zacząłem w to walić. Wtedy też zacząłem słuchać hardrocka a pierwsze zderzenie z nim to był fragment teledysku Black Sabbath Headless Cross z Cozy Powellem za bębnami, który poleciał po Teleexpressie, to było formujące doświadczenie. Wtedy była inna rzeczywistość, z perspektywy dzisiejszej pewnie trudna do zrozumienia. Nie było Internetu, YouTube, streamingu i dostęp do muzyki i jej odkrywanie przebiegało zupełnie inaczej niż dzisiaj.      

? Muzyka zawsze była dla ciebie priorytetem?

Zawsze była ważna w moim życiu.  Nie wiem, czy była priorytetem, ale starałem się, aby żyła ze mną w pewnej symbiozie i są momenty, w których takim priorytetem się staje. Po prostu to jest mimo wszystko czasochłonny i złożony proces.  Od momentu, w którym w głowie artysty pojawia się kompozycja czy jej zarys do momentu, gdy trafia ona do słuchaczy, ma miejsce wieloetapowy i długi proces. I czym lepszy rezultat chce się osiągnąć, to zazwyczaj ten proces robi się jeszcze bardziej skomplikowany.  Więc chcąc nie chcąc to wszystko staje się to priorytetem, bo inaczej się nie da.  Muszę podziękować mojej żonie Kasi oraz dzieciom, że stworzyli mi przestrzeń, w której to mogło się wydarzyć.  Są cichymi bohaterami mojej płyty. A ja rzadko o ich wsparciu wspominam.    

? Do tej pory byłeś związany z zespołem Love De Vice. Teraz postanowiłeś popracować na własny rachunek. Jak jest lepiej – solo, czy w stadzie?

Cały czas jestem związany z Love de Vice.  Teraz jest moja odskocznia w świat trochę innej muzyki niż LDV. Nie można powiedzieć, co jest lepsze. Wszystko ma swoje wady i zalety. W zespole trzeba umieć, zbudować kompromis jest, to wspólne przedsięwzięcie. W przypadku mojej płyty też sporo osób było zaangażowanych w jej powstanie, nawet może więcej niż w przypadku zespołu, ale koniec końców tu to ja podejmowałem finalne decyzje, co też nie jest proste wbrew pozorom. Na pewno od strony logistyki projektu to zespołowo jest dużo łatwiej tym manewrować niż w przypadku płyty solowej, gdzie z natury rzeczy masz dużo więcej na głowie.

? Jesteś bardziej kompozytorem czy perkusistą?

To jest trochę źle postawione pytanie w moim przypadku, nie ma między tymi funkcjami dychotomii.  Jestem zarówno perkusistą, jak i kompozytorem.  Moją rolę oceniam bardziej jako twórczą. Moim celem zawsze było zaangażowanie w proces powstania nowej autorskiej muzyki. Nie jestem zainteresowany funkcję instrumentalisty.

Nie jestem osobą zawodowo trudniącą się bębnieniem, więc mam pewien komfort angażowania się tylko w raczej precyzyjnie określone przedsięwzięcia.

? Całkiem niedawno na światło dzienne wyszła twoja autorska płyta „Call The Distant”. Słuchając jej, miałam nieodparte uczucie, że jesteśmy bardzo podobni. Pomieszanie z poplątaniem, niepokój twórczy, ogromna energia i zastrzyk pozytywnych wibracji. Co za cel postawiłeś sobie podczas tworzenia tego albumu? Co chciałeś przekazać swojemu słuchaczowi?

Może to zabrzmi trochę brutalnie lub samolubnie, ale podczas tworzenia płyty w ogóle nie myślałem o słuchaczach ani o tym, co chciałbym im przekazać. Tzn. ja byłem jedynym słuchaczem, który chciał stworzyć muzykę, która mi samemu dawałaby satysfakcję z obcowania z nią. Gdyby efekt nie był dla mnie nie ok, płyta nie ujrzałaby światła dziennego. Nie umiem sobie wyobrazić oczekiwań innych osób, umiem za to ocenić własne i nimi się kierować.  Nie chciałbym i nie umiałbym zapewne zrobić muzyki dedykowanej jakiejś grupie słuchaczy.  Mogłem tylko zakładać, że to, co mi się podoba znajdzie też innych odbiorców.

 Okazało się, że jest całkiem spore grono osób, o podobnej wrażliwości, którym moja twórczość odpowiada. Muzyka tworzy bardzo subiektywną i intymną relację ze słuchaczem. Jest nośnikiem emocji i to, co napisałaś ,jest zgodne z moim wyobrażeniem i postrzeganiem tej muzyki, ale nie ma tutaj jednej wiążącej interpretacji. Są osoby, które uważają moją muzykę za relaksacyjną, inni za złożoną i niepokojącą. Dla innych będzie nudna a dla innych zbyt trudna lub za łagodna. Nie mam jakiegoś tajnego klucza do wyobraźni słuchaczy, czasami tylko otwieram drzwi do własnej i liczę, że moja perspektywa spodoba się innym.    

? Podczas powstawania tego albumu do współpracy zaprosiłeś muzyków niemal z całego świata. Materiał na płytę był także nagrywany w wielu lokalizacjach na naszym globie. Jak to się dzieje, że muzyk z wydawać by się mogło zaściankowej Polski, ma tak szerokie znajomości?

Obecnie nasza zaściankowość jest trochę przysłowiowa, bo jesteśmy już jednak częścią globalnej sieci wymiany kulturowej. Z perspektywy kultury masowej polscy twórcy nie są może „na pierwszych stronach gazet” na świecie, ale wbrew pozorom w wielu kategoriach mamy sporo do powiedzenia.

Kluczem do mojej międzynarodowości był mój producent Jacek Szabrański. On obecnie mieszka na Majorce w bardzo kosmopolitycznej i artystycznie utalentowanej wiosce w górach. Dzięki temu powstał pomysł realizacji płyty na Majorce z wykorzystaniem muzyków związanych z tamtym otoczeniem.  To była świetna przygoda i poznałem wspaniałych muzyków i ludzi. Cieszy, że zgodzili się wziąć udział w nagraniu płyty zupełnie nieznanego perkusisty z Polski.

? The Night (Out of the Shadows) to piosenka idealnie pasująca do ścieżki dźwiękowej filmu kostiumowego. Powiedz mi, o czym myślałeś, tworząc ten numer. Dla mnie rewelacja!

Cała płyta ma mocno filmowy charakter, ale The Night w tym przoduje. Myśląc o tym utworze, wyobrażałem sobie poranek na pustyni.  Fontanny piasku pędzone wiatrem.  Mało przystępny świat budzący się do życia i następnie eksplodujący burzą i wiatrem dźwięków.

Inspiracją dla The Night była np. ścieżka dźwiękowa do filmu The Last Flight w polskiej wersji Niebo Nad Saharą autorstwa Le Trio Jourban. Film jak film, ale muzyka przepiękna.  

? Muzyka, to jedno, ale klipy, które mają za zadanie ją zilustrować to drugie. Ty jesteś pomysłodawcą tych obrazów, czy masz zaufanych ludzi od takiej „roboty”?

Klipy powstawały w trójkącie Ja, Jacek i Łukasz Kaugan z Fabrikon Studio, który został moim nadwornym twórcą obrazków. Oczywiście najpierw rozmawialiśmy o idei klipu, a potem Łukasz je realizował.  Ja recenzowałem je potem i finalizowaliśmy wspólnie. To nie są jakieś hollywoodzkie realizacje,  ale mają swój klimat i dobrze komponują się z muzyką.  Bardzo fajnie się je ogląda. Klip do Nobody Wins został zaś nagrany na Majorce z udziałem wokalistki Sheeli Gathright. Łukasz odpowiadał za jego końcowy montaż w Polsce.

? Płyta już dostępna – teraz czas na wygranie jej na żywo. Będzie szansa zasłyszeć albumu „Call The Distant” gdzieś w Polsce?

Tak myślę o tym.  Nie jest to logistycznie proste przedsięwzięcie, ale wierzę, że znajdę odpowiednie otoczenie i ludzi do prezentacji tego materiału ma żywo.  

Karolina Filarczyk


Tomasz Kudelski – rocznik 1976 kompozytor – perkusista związany od początku z warszawskim zespołem Love De Vice, z którym nagrał dotychczas 3 albumy studyjne oraz jedno wydawnictwo koncertowe.

Podziel się swoją opinią ;)