SZULC: „[…] wszyscy jesteśmy wrażliwcami…”

Karolina Filarczyk

Szulc

Muzyka łagodzi obyczaje. Muzyka wzbudza wątpliwości. Muzyka umacnia. Która z maksym pasuje do ciebie najbardziej?

Wszystkie trzy dobrze do mnie pasują. Każda z nich jest mi bliska i każdą pielęgnuję. Lubię te momenty, w których obserwuję, jak ludzie słuchają muzyki. Każdy reaguje inaczej. Każdy szuka dla siebie czegoś innego. Dla Mnie muzyka nigdy nie była i nie będzie jednowymiarowa. Jednocześnie może mnie uspokoić, ale również wzbudzić wątpliwości i umocnić w jakimś przekonaniu.

To niesamowite, że tak bardzo wpływa na ludzi. Wygląda na to, że wszyscy jesteśmy wrażliwcami, którym wystarcza posłuchać piosenki przez 3 minuty, żeby przeżyć jakąś wspaniałą historię.

Twój debiutancki singiel „Siadaj”, to opowieść o tym, jak nie było łatwo żyć z muzyką w tle. Obnażasz przed ludźmi, jak wygląda dramat wewnętrzny kogoś, kto pragnie z nią żyć. Czy choć przez chwilę pomyślałeś, żeby rzucić to wszystko w cholerę?

Oczywiście. I to nie raz. Pamiętam, że, będąc dzieckiem, trzy razy chciałem zrezygnować z „podstawówki” muzycznej. Do kontynuowania tej przygody namówiła mnie moja mama.

Z perspektywy czasu trochę się śmiejemy, że prezentowała wtedy dosyć heroiczną postawę, żebym tylko skończył tę szkołę. W kolejnych latach byłem usilnie przekonywany, że „muzyka to plan B! Musisz mieć plan A!”. Dalej zastanawiam się jaki sens miało takie stawianie sprawy, skoro od małego kształciłem się muzycznie.

Ostatecznie jestem dumny z tego kim jestem i co potrafię. Realizuję swoje marzenia i jest to całkowicie moja decyzja.

 „Siadaj”, to zapowiedź twojego albumu. Ma się pojawić już na wiosnę. Będzie to wydawnictwo pełnowymiarowe, czy EP z zanętą na więcej?

Singiel „Siadaj” zapowiada pełnowymiarowe wydawnictwo. 10 numerowy album. Zanętą będą kolejne single rozszerzające historię zawartą w samym albumie o kolejne, ważne z mojej perspektywy, kroki milowe.

Teraz kiedy odpowiadam na pytania, jest 12 marca. I wiem, że premiery kolejnych singli jak i całego albumu zostaną przesunięte. Nie wiem jeszcze na kiedy. Wiem natomiast, że sytuacja, w której za naszą wschodnią granicą toczy się wojna o życia, sumienia i sposób myślenia zwykłego człowieka jest bezprecedensowa. Dlatego zdecydowałem, że skupię się na pomaganiu, jak się da.

Całe szczęście jestem współwłaścicielem wydawnictwa, więc jestem spokojny o to, że premiery, które planujemy, na pewno dojdą do skutku. 

Klip do singla, to wielowątkowa, wielopostaciowa opowieść o życiu. Kto był pomysłodawcą takiego formatu teledysku?

Pomysłodawcą tej koncepcji był reżyser Artur Jeliński. Pamiętam, że na samym początku mieliśmy wiele pomysłów na teledysk jednak koncepcja Artura najbardziej przypadła mi do gustu.

Razem z Arturem Jelińskim, Marcinem Kozłowskim z firmy Przyszłość Media i Jerzym Bryczkiem spędziliśmy wspaniały czas na dyskusjach dotyczących tego Jak rozwinąć tą koncepcję.

Byłem bardzo szczęśliwy, widząc na własne oczy, jak podczas zdjęć cała koncepcja staje się faktem. Niesamowite uczucie. Mam wrażenie, że pomogła nam też sama piosenka, która każdą z zaangażowanych w produkcję osób w jakiś sposób dotknęła. Wszyscy dawali z siebie 100%, za co jestem im niezwykle wdzięczny.

Gotujesz tak samo smakowicie, jak śpiewasz?

To bardzo podchwytliwe pytanie! Może odpowiem tak: Lubię gotować i lubię jeść pyszne jedzenie. Tak samo jak w śpiewaniu, podczas gotowania daje z siebie 100%. Jak to w życiu bywa, czasami nie wychodzi tak, jak chcę — jednak w większości wypadków dania, które gotuję, bardzo smakują mojej narzeczonej. To najważniejsze! To mój największy krytyk zarówno kulinarny jak i muzyczny. Bardzo liczę się z jej zdaniem. Dlatego mam nadzieję, że z moją muzyką i śpiewaniem jest podobnie.

Mnie smakuje to co ugotowałem. Lubię się rozwijać i wierzę, że następne muzyczne potrawy mogą być zaskakujące. 

Piosenki na płytę powstawały wyłącznie na potrzeby tego wydawnictwa, czy jest to zestawienie piosenek poupychanych po szufladach – stanowiących wspomnienia, natchnienia danej chwili?

W tym przypadku wszystkie piosenki powstały z myślą o albumie. Z racji samej koncepcji mającej pokazać 10 lat mojego życia i różne momenty tego życia. Chciałem, żeby cala historia była spójna i opowiedziana z perspektywy 33-letniego gościa, który czasy pandemii wykorzystał na przemyślenia i poukładanie wszystkiego, co doprowadziło go to dzisiejszego dnia.

Natomiast mam oczywiście poupychane w szufladach piosenki, które faktycznie powstawały na podstawie emocje chwili i są melodiami, które w mojej głowie się pojawiły i trzeba było je z niej wyciągnąć.

Czasami ich słucham. Wtedy przypominają mi się wszystkie historie i emocje związane z ich powstawaniem. Lubię o nich myśleć jak o muzycznym pamiętniku.

Być może na te piosenki również kiedyś przyjdzie czas. 

Jak wygląda proces twórczy u ciebie? Piosenka kopie cię po umyśle, czy rodzi się z wolna, czasem „w bólach”?

Piosenki nigdy nie rodziły się we mnie w bólach. Są różne podejścia do pisania muzyki. Jedni twierdzą, że to ciężka praca i należy narzucać sobie rygor, a nie czekać na natchnienie. Inni twierdzą, że najpiękniejsze piosenki piszą z potrzeby serca. Jeszcze inni w ogóle nie potrafią opisać tego procesu. Po prostu napisałem i tyle.

Mam ten fart w życiu, że po prostu kocham to co robię. Zawsze kochałem dźwięk. To jak trwa, jak brzmi. Jak można go zmieniać. Lubię opisywać to co widzę albo to, co czuje za pomocą dźwięku. A potem zamknąć oczy i sprawdzić, czy słuchając tej muzyki, widzę dokładnie taki obraz, jaki chciałem zobaczyć.

Nigdy nie traktowałem tego w kategorii „musisz”. Raczej „możesz”. Ale nigdy też nie miałem blokady twórczej. Być może moje dosięgać wzrokiem na ten temat zmieni się, kiedy do takiej granicy dotrę.

Premiera krążka za trzy chwile… masz tremę?

Pewnie, że mam. Jestem normalnym człowiekiem! Kto by nie miał tremy, poruszając ważne dla siebie tematy i „obnażając”, jak to trafnie w pytaniu zawarto, swoje dramaty i pragnienia! To trudne. Jednak, na szczęście, nie jest to jedyna sprawa, którą żyję.

Najważniejsze jest to, że mam olbrzymie wsparcie. Gdyby nie Jerzy Bryczek – mój przyjaciel i wspólnik oraz Jagoda Uniewicz, czyli wywołana już wcześniej narzeczona to chyba bym nie dał rady. Oni trzymają mnie w ryzach i nie pozwalają za bardzo odlecieć. Czasami nawet im współczuję, że muszą ze mną wytrzymywać.

Wspólnie tworzymy Live Art Group. Pracujemy z innymi artystami i pomagamy im się rozwijać. Możecie to oczywiście sprawdzić na www.liveartgroup.pl

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.