Nie każda artystka odważy się stanąć twarzą w twarz ze swoimi demonami i jednocześnie zamienić je w taneczne, poruszające utwory. Julianna Olańska to zrobiła – bez kalkulacji, bez kompromisów. Album „W swoją stronę” to nie tylko muzyczna podróż, ale też osobista deklaracja niezależności, intuicji i odwagi bycia sobą. W szczerej rozmowie opowiada o balansie między światłem a ciemnością, presji dopasowania się do trendów i sile, jaką daje autentyczność.
Zajrzyj za kulisy powstawania płyty, która porusza, edukuje i inspiruje. Przeczytaj, co kryje się między dźwiękami i słowami „W swoją stronę”. To historia o tym, jak nie zgubić siebie – i jak siebie odnaleźć.
„W swoją stronę” to album o podążaniu własną ścieżką. Co było dla Ciebie największym wyzwaniem w tej muzycznej podróży?
Największym wyzwaniem w tej muzycznej podróży, było to, aby nie ulec presji, że muszę dopasować się do aktualnych trendów w muzyce. Chciałam być wierna swojemu stylowi oraz pozostać autentyczną. Ponadto, podczas pisania niektórych utworów, musiałam dosłownie zanurzyć się w ciemnych miejscach mojej przeszłości i poczuć tą ciemność, która mnie otaczała, a jest to niebezpieczne – nigdy nie mamy gwarancji, że wyjdziemy bez szwanku. To trochę jak walka z ogniem – swoim własnym, pomimo, że znam go najlepiej, wiem też, że bywa nieprzewidywalny i nieokiełznany.
W Twojej muzyce łączysz taneczny pop z ważnymi, osobistymi tematami. Jak udaje Ci się zachować równowagę między lekkim brzmieniem a głębokim przekazem?
Traktuję to jako formę odwrócenia uwagi, gdy się nie skupiasz na udawaniu – stajesz się sobą. Dlaczego nie robić tego „na wesoło”?
Wielu z nas na co dzień zakrywa swoje bóle i utrapienia. Bardzo mocno wierzę w to, że ten sposób pomoże nam przełamać barierę i dystans w trudnych dla nas tematach.
Wielokrotnie podkreślasz w swoich utworach znaczenie intuicji i autentyczności. Czy był moment, w którym musiałaś postawić na siebie wbrew oczekiwaniom innych?
Oczywiście. Podczas tworzenia albumu „W swoją stronę” wielokrotnie słyszałam, że mój materiał jest słaby, zbyt skomplikowany, za długi, za mało mainstreamowy, za mało alternatywny, za mało rockowy a mam taki pazur – wciąż spotykałam się ze ścianą, do momentu, gdy uświadomiłam sobie, że nigdy nie zadowolę wszystkich na raz – ale jest jedna osoba, którą powinnam zadowolić na pierwszym miejscu. Siebie.
Jednym z utworów na albumie jest „Borderline”, poruszający temat zdrowia psychicznego. Dlaczego zdecydowałaś się na taki temat i jakie masz przesłanie dla swoich słuchaczy?
Inspiracją do stworzenia „borderline” jest seria na TikToku, którą stworzyłam po to, aby poprzez krótkie utwory muzyczne edukować ludzi w każdym wieku, że istnieje coś takiego jak choroba psychiczna, depresja, zaburzenia osobowości, traumy, lęki i są one czymś zupełnie normalnym i w żadnym stopniu nie ujmującym wartości dotkniętej tym schorzeniem osoby. Powstały też krótkie utwory o adhd używając doświadczeń komentujących, utwór o fobiach czy też o depresji.To mój kolejny pomysł na to, aby w sposób ŁATWO PRZYSWAJALNY zwiększać świadomość. Chciałabym, abyśmy przestali być tak bardzo głusi na wołanie innych o pomoc, a jak nie o pomoc to o ZROZUMIENIE.
W Twojej muzycznej podróży pojawiły się takie miejsca jak Paryż czy Tokio. Jak te miasta wpłynęły na Twoją twórczość i inspiracje?
Skłamałabym, gdybym powiedziała, że miały marginalny wpływ. To przede wszystkim mój pobyt we Francji rozpalił we mnie taką miłość do połączenia funky i elektroniki. Tam zobaczyłam jak ludzie nie boją się kombinować, łączą różne style muzyczne, przeżywają muzykę bez ograniczeń. Śmiem twierdzić, że Paryż to nie tylko miasto miłości i wyzwolenia, ale też ogromnej pasji do muzyki.
Tworzysz w języku polskim i angielskim. Czy czujesz, że inny język pozwala Ci wyrazić inne emocje?
Przyznam szczerze, że pierwszym językiem w którym stworzyłam swój autorski utwór, (który nigdy nie ujrzał światła dziennego – bo napisałam go w wieku 11 lat ) był język angielski. Wydawał mi się dużo łatwiejszy i ta myśl była ze mną przez bardzo długi czas. Natomiast teraz wiem, że gdy używam języka ojczystego potrzebuję dużo głębiej zajrzeć w siebie, aby wybrać odpowiednie słowo odwzorowujące moją emocję. Moje uczucia się nie zmieniają wraz z językiem, ale zmienia się moje podejście do konstruowania historii. Przytaczam obrazy, smaki, zapachy wraz z wyborem języka.
Co chciałabyś, aby słuchacze zabrali dla siebie po przesłuchaniu „W swoją stronę”?
Chciałabym, aby odbiorcy mojej muzyki zebrali inspirację do walki o siebie oraz odwagę by nie bać się głośno mówić o swoich emocjach. Nie wstydzić się, wytańczyć to, zadzwonić do przyjaciela bez poczucia winy, że tyle czasu milczeliście, powiedzieć im, że tęskniliście. Zburzyć dystans, zbudować coś na nowo. Poczuć siebie i zostać ze sobą.